Zepsuj sobie rynek, czyli dlaczego architekci pracują za półdarmo.

Zepsuj sobie rynek, czyli dlaczego architekci pracują za półdarmo.

Dziś nie będzie miło, bo jestem zła. No bo, kurcze jak tak można? Studiować 5 lat, wkuwać jakieś bzdurne czasozapychacze, siedzieć po nocach nad projektami, tracić wzrok przed czarnym ekranem, dźwigać teczki, tuby i rulony, wydawać grubą kasę na ksero, a później sprzedawać się za pół darmo. Przykład?

 „Zlecę projekt aranżacji mieszkania 46m2 w Warszawie (Bemowo). projekt powinien uwzględniać założenia budżetu na realizację projektu (…) przygotowanie kilku propozycji funkcjonalnych pomieszczeń, propozycja modelu 3D oraz wizualizacje (…) projekt detali niezbędnych do realizacji wnętrza”treść ogłoszenia na jednym z portali. A poniżej oferty na kompleksowy projekt z wizualizacjami za 40 zł/m2 (najtańsza już 9 zł/m2!)

„Zlecę projekt mieszkania 75 m2 we Wrocławiu dla projektanta lub studenta. Całość budżetu: 700 zł”– inne ogłoszenie, a pod spodem 45 ofert współpracy od architektów i biur projektowych.

„Zlecę zaprojektowanie łazienki 4,75m2 w nowoczesnym stylu, ubikacja „wisząca” – umywalka – kabina prysznicowa przeszklona – jakieś szafki”– pisze inwestorka, a pod nią oferty w okolicach 500 zł i kilka kwiatków typu 150/180 zł za całość. Co ciekawe na stronie www jednego z tych oferentów, w cenniku projekt łazienki zaczyna się od 320 zł.

 Od wielu lat obserwuje wykwit ogłoszeń, w których architekci wnętrz sprzedają swoje umiejętności, czas i duszę taniej niż Biedronka legginsy w panterkę. Mogłoby się wydawać, że prym wiodą w tym nieopierzeni architekci, którzy każdą złotówkę przeliczają na arkusz plotera. I na prawdę można byłoby na to przymknąć oko, uśmiechnąć się pod nosem wspominając taniec na dachu akademika podczas juwenaliów (aha, zdarzyło się). Ale nie można całej winy zwalić na studentów. Bo najbardziej agresywni, walczący o uwagę potencjalnego klienta jak Mariola w kisielu to małe biura projektowe i pracownie! Nie wiem jak duże, ale wystarczające obrotne, aby posiadać swoją stronę www i całkiem niezłe portfolio. Ale chyba niewystarczające dobre, skoro proponujące absurdalnie niskie ceny. Tanie chwyty czy desperacja?

Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego ktoś oburzył się na waszą wycenę projektu mieszkania, mimo że w waszym odczuciu była adekwatna do włożonej pracy? Czy myśleliście o tym dlaczego ktoś zgadzając się na wasze honorarium traktował was, aby kupił cały wasz czas i uwagę? Czy zauważyliście, że ranga zawodu architekta wnętrz z roku na rok spada, aby w końcu osiągnąć poziom natrętnego akwizytora? Prawdopodobnie popełniliście któryś z poniższych błędów. Albo ktoś przed Wami.

NIC NIE UMIEM, WIĘC ZROBIĘ TO ZA DARMO

Na początku kariery każdy tak myśli (nie tylko studenci, ale też startujący freelancerzy). „Nic nie umiem, więc to nieuczciwe brać za to wynagrodzenie, no bo jak się pomylę to chociaż nikt nie będzie miał do mnie pretensji”. Serio? Nikt się nie pogniewa, jak zamiast wnęki narysujesz występ? Albo zamiast 4m2 płytek wpiszesz w zestawieniu 8m2?

Zastanawiasz się, kiedy należy Ci się wynagrodzenie? Zawsze. Zawsze kiedy wykonujesz swoją pracę, robisz dla kogoś projekt, udzielasz porady lub pomagasz w zakupie mieszkania. Zawsze jeśli nie jest to osoba, od której nie chcesz brać wynagrodzenia, bo to Twój szwagier, przyjaciółka czy ciotka klotka (ale uważaj i przeczytaj to: Praca z rodziną i przyjaciółmi. Kiedy brać wynagrodzenie?). Zawsze kiedy ktoś z Twojej współpracy będzie miał realne korzyści. Martwisz się o swój brak wiedzy czy doświadczenia? Wynagrodzenie będzie dla Ciebie najlepszą motywacją. Nie zostawiaj sobie bezpiecznych furtek, bo nigdy nie zdecydujesz się pójść dalej.

ZROBIĘ PROJEKT ZA PÓŁDARMO, BO BĘDĘ MIEĆ KLIENTÓW Z POLECENIA

To typowa pułapka, w którą sama wpadłam wiele lat temu. Zrobiłam projekt znajomym znajomych za symboliczną kwotę (na pewno mniej niż połowę normalnej stawki). Współpraca poszła w miarę gładko i tylko to zrekompensowało bezsens i nieopłacalność całego trudu. Później jeszcze przez ponad rok odbierałam telefony z polecenia wspomnianych znajomych. Podczas wstępnej rozmowy przedstawiałam już jednak normalne ceny projektu. Efekt? Z dziesięciu klientów miałam może jednego. Reszta po krępującej chwili ciszy wypluwała pełne oburzenia „Halinka mówiła, że będzie po kosztach!”. I tak oto jeden projekt „po znajomościach” wyznaczył moją rynkową wartość na długi czas. Miałam wybór albo poddać się oczekiwaniom, albo przeczekać. Gryzłam tynk i przeczekałam.

NIE WIEM ILE TO DAM MNIEJ

Z zaniżania swoich ofert mogłabym zrobić doktorat. Na początku kariery, kiedy przecierałam swoje pierwsze szlaki, miałam swojego anioła stróża w postaci przyjaciółki architektki. Ona cudownie pewna i bezkompromisowo bezczelna, po każdym spotkaniu z klientem pytała „To ile bierzemy?”. Ja wbijając wzrok z ziemie i kopiąc trampkiem kamień nieśmiało odpowiadałam „No nie wiem… może 1500?”. Ona zawsze prychała z rozbawieniem i rzucała klientowi „To będzie kosztowało 3000 zł”. Po krótkich negocjacjach wychodziłyśmy z wynagrodzeniem przynajmniej o 1000 zł wyższym niż moja pierwsza sugestia. Gdyby nie ona, do dziś projektowałabym łazienki za 150 zł. Jeśli nie masz przy sobie własnego menagiera skorystaj z tego cennika: Ile kosztuje projekt?

WIZJA ZŁOTYCH GÓR, WAKACJI W MEKSYKU I FEJMU NA PUDELKU

Zdarzyło Ci się dostać niemoralną propozycję pokazania swoich umiejętności za mglistą obietnicę dalszej współpracy? Kto tego nie zna: szemrany deweloper obiecuje Ci długoletnią współpracę, na której masz się wzbogacić jak Jolanta Pieńkowska na zamążpójściu, ale najpierw musisz pokazać na co Cię stać (tj zrobić za darmo sryliard wizualizacji nowego osiedla)? Wizja kusząca jak dekolt Ilony Węgrowskiej. Czy muszę wspominać, że po przyjęciu takiego zlecenia możesz ubrać poroże i ryczeć jak jeleń na rykowisku?

ZRÓB TO ZANIM INNI ZROBIĄ TO ZA CIEBIE

Myślisz, że największym powodzeniem cieszą się tanie biura projektowe, początkujący architekci czy dorabiający studenci? Myslisz, że się nie przebijesz bo już nie jesteś w stanie pracować za mniej? Czujesz, że praca nie przynosi Ci satysfakcji, bo nie po to zarywasz noce nad projektem, aby kasować za to jakieś marne grosze?

Wiesz jak sprzedaję się drogie, oryginalne meble? Na przykład taki dizajnerski fotel w krowie łaty za 5000 zl. Obniża się jego cenę o połowę, o 70%, dorzuca się kanapę? Nic bardziej mylnego. Podnosi się jego cenę do 12000 zł. Schodzi jak Sowietskoje Igristoje w Sylwestra.

To ile będziesz zarabiać i czy do końca życia zostaniesz niszowym architektem zależy tylko od Ciebie. Możesz przez kolejne lata klepać wizki łazienek i ciułać grosik do grosika. Możesz łudzić się, że jak tylko się więcej nauczysz zaczniesz dyktować wyższe ceny. Możesz sobie tłumaczyć, że przecież jest kryzys i trzeba zabiegać o każdego klienta. Możesz wierzyć, że kiedyś ktoś Cię odnajdzie, odkryję i wyniesie na piedestał.

Ale możesz też zacząć się cenić. Siebie i swoje umiejętności. Zacząć zarabiać na swojej pracy, a nie wciąż czekać aż będziesz lepszy, aż zdobędziesz wystarczające doświadczenie. Bo zawsze przyjdzie ktoś młodszy i bardziej zdesperowany. Ktoś to zrobi to taniej, bo nie będzie miał nic do stracenia.  Ale to już będzie daleko za Tobą.

 


JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ TEN POST, UWAŻASZ ŻE BYŁ PRZYDATNY I WARTOŚCIOWY- PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ W KOMENTARZU I UDOSTĘPNIJ GO SWOIM ZNAJOMYM. NIECH IDZIE W ŚWIAT I ŚCIĄGNIE TU WIĘCEJ FAJNYCH LUDZI- TAKICH JAK TY!

You may also like

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Iza obecnie możesz wysłać tych co chcą łazienkę za bóg zapłać do Leroy Merlin, tam za darmo architekt na etacie zaprojektuje łazienkę uwzględniająca potrzeby klienta i mieszczącą się w asortymencie sklepu. Podobnie jest z kuchniami :) A jak toś jest bardziej ambitny to ma program do planowania z IKEI

    • Tak, tylko problem polega na tym ze projekt w sklepie jest zazwyczaj darmowy po zakupie asortymentu (nie wiem jak to działa w leroju ale mysle ze tam za darmo tez nie pracują). Czasem jest tak ze klient chce miec łazienkę z materiałów z rożnych sklepów, albo jakas na prawde niestandardowa i wtedy szuka architekta “z zewnątrz”. Ale za to samo wynagrodzenie ;)

      • No właśnie ale sorry przecież nie będziesz pracować tylko o chlebie i wodzie a za kwoty które niektórzy proponują, to chleb będzie czerstwy a woda z wodociągu o mineralce możesz zapomnieć :P

          • Problem tkwi w mentalności nikt nie chce pracować z bóg zapłać ale godzi się a wręcz wymaga by inni pracowali dla niego za bóg zapłać.

          • To nie dotyczy wszystkich bo sa klienci, którzy (zazwyczaj nauczeni doświadczeniem) chca podpisać umowe, zapłacić normalne uczciwe pieniądze i oczekiwać Obslugi na wysokim poziomie. Oczywiscie po drugiej stronie bieguna sa tak zwani “cwaniaczki”. Ale wierze ze jesli napotkają opór całego środowiska to beda musieli zweryfikować swoje pragnienia. Ale te zmianę musimy zaczac od siebie.

  • Nic dodać, nic ująć. Z takimi sytuacjami mam do czynienia codziennie. Robiłam ostatnio mieszkanie po kosztach dla przyjaciół, byli zachwyceni, jak łatwo i sprawnie wszystko poszło (moje nieprzespane noce i zarwane weekendy), tak świetnie, że postanowili kupić mieszkanie inwestycyjne, którego ja już nie chciałam robić po kosztach. Wczoraj się z nimi spotkałam i zachwyceni opowiadali jak za śmieszne pieniądze znaleźli projektantkę, która wykona projekt, wizualizację, dobór materiałów i nadzór!!!!!! To pracownia, która ma swoje biuro w nowoczesnym budynku i fajne portfolio i zastanawiam się gdzie jest “the catch”? gdzie są ukryte koszty? I tak też moja super przysługa okazała się “dobrze płatnym” zleceniem :-(. Dziękuję Ci za wszystkie wpisy, bardzo

    • jak to gdzie catch, dowala im na prowizjach. ja znam takie jedno biuro, ktore robi za smieszna stawke, a potem biora takie prowizje od wykonawcow ze sie zwraca :)
      plus pewnie samo wykonanie projektu to jest tasma.

  • ostatnio mialam klientow, ktorzy na cene powiedzieli, ze inna projektantka , z ktora sie spotkali bierze 1/3 taniej.
    tylko: nie wystawia faktur (wiec nie placi podatkow), nie placi zusu, bo robi na czarno, nie wynajmuje biura, nie dojazdza samochodem :) plus jest scenografka z wyksztalcenia i nie ma ekip.
    oczywiscie moga zaryzykowac swoim stumetrowym mieszkaniem i oszczedzic te 3 czy 4 tysiace zlotych (czyli koszt niedrogiej kanapy).

    • O, i to jest kolejna zmora, pańcia, która dorabia na etacie, czyli nie zarabia na życie, nie traktuje poważnie tego źródła dochodu, tylko w czasie, kiedy szefowa nie dorzuci niczego nowego na biurko, chałturzy w godzinach pracy. Każde parę stówek do średniej krajowej to jest szczyt szczęścia i koniec świata.

  • Prawidłowe podejście do sprawy! Od kilku ładnych lat pracuję jako freelancer. Miałam to szczęście, podobnie jak i Ty, że na samym początku trafiłam na mądrą mentorkę, u której praktykowałam. Nigdy nie płaciła mi marnych pieniążków, zawsze tylko i wyłącznie przyzwoitą stawkę. Dzięki temu nauczyłam się, za ile należy pracować i nigdy nie zeszłam do poziomu jelenia.
    Problem badziewiarzy dotyczy każdej branży. To, co dzieje się w mojej (tłumaczenia) i przeraża mnie, i dołuje jednocześnie. Trafiały do mnie do korekty teksty tak nędzne, że po piątym zdaniu nie wiedziałam już nawet, jak się pisze “kura”, a jak “która”. Sposobem na rozwiązanie problemu jest głośne i powszechne mówienie o cenach (nie wolno ich skrywać wstydliwie), tak aby osoba wchodząca na rynek wiedziała, w jaki pułap celować, aby nie wymyślała tych cen, aby ich nie odgadywała, obniżając je w poczuciu przyzwoitości i zażenowania. Niekompetentne cwaniaczki nigdy nie zdobędą rynku, na którym zależy prawdziwemu fachowcowi, ponieważ klient wartościowy takiego cwaniaczka po prostu wypluje. Nie da się oszukać jakości, nie da się zastąpić profesjonalizmu zbudowanego na wieloletniej edukacji, na stażach, frajerskim jednomiesięcznym kursem projektowania wnętrz (słyszałam o takich, którzy po jego ukończeniu projektowali bordowe ściany obsypane brokatem – nie chcesz pracować dla tego klienta, jestem pewna! ;) ).

    • Wiem, że tym tekstem nie zmienię mentalności klienta, bo zawsze znajdzie się ktoś kto chce (na sobie) zaoszczędzić. Mam jednak nadzieje, że da do troche do myślenia początkującym architektom albo tym zapędzonym na własne życzenie w kozi róg. Jeśli sami się nie cenią, to czemu ktoś miałby ich cenić?
      P.S. Bordowe ściany i brokat to za dużo jak na moje nerwy ;-)

  • Ludzie nie rozumieją jednej prostej zasady, Że tak samo jak cenią siebie tak cenią innych. Rzadko spotykam się z klientem, który dobrze zarabia, jest doceniony i pewien swoich umiejętności a szuka frajerów za free. Nie. Ktoś taki chce zapłacić za poświęcony mu czas, profesjonalne podejście i oczekiwany poziom usługi. Natomiast ktoś kto nie szanuje pracy swojej ten nie uszanuje i cudzej. Proste rozumowanie mnie nie doceniają, ch…wo pracuję, jeszcze gorzej zarabiam też poszukam jelenia. I dlatego potwierdzam głos przedmówcy, powinno się mówić głośno, ba ryczeć, o tym, jakie są stawki, żeby się utarło, że za niską ceną idzie niska jakość a wybiera ją źle opłacany, kiepsko zarabiający klient. I niech Ci “fachmmani” po obu stronach współpracują we własnym kociołku. Nie mówię o ludziach zarabiających z różnych powodów mało w ogóle. Bo większość z nich pilnuje budżetu dobrze, po prostu wie, że musi sobie poradzić bez architekta a remont i tak robi z wszystkiego co jest najtańsze dostępne. Co wcale nie oznacza najgorsze a przy minimalnej pomocy choćby leroymerlinowego architekta może być całkiem fajnie. To nie oni psują rynek. Rynek psują Ci, których stać na więcej ale nie w tym sektorze inwestują i nie w tym oszczędzają co powinni. Umówmy się z tych projektów za 3 stówy perły designu nie powstają a pomoc architekta za taką stawkę może dotyczyć kwestii mniej czy więcej brokatu dać na tę przysłowiową już bordową ścianę ;)

  • Masz dużo racji w tym, co piszesz. Jednak dlaczego najpierw narzekasz na psucie rynku a później polecasz stronkę z projektami za groszowe kwoty?

    • Ponieważ to nie jest strona, która proponuje wykonanie projektu od postaw za 100 zł, tylko strona na której można odsprzedać swoje JUŻ WYKONANE projekty i nadal czerpać z nich zyski. Czyli zarabiać na swoich pomysłach i dawać klientowi tańszą alternatywę, bez wyprzedania swojej duszy i psucia rynku.

  • Temat rzeka… ale warto o tym dyskutować. Jakby nie patrzeć nie ma się co dziwić studentom albo początkującym. Również jak zaczynałem to moje ceny wahały się na średniej rynkowej a czasem nawet niżej. Byle złapać klienta i zrobić PF. Fakt dziwę się tym co są długo na rynku i zaniżają stawki. Myślę że to zła strategoia i tacy myślą że zdobędą klienta jedynie na niską cenę.

  • Ja pracują w studiu kuchni. Mam przyzwoitą pensję. Trafiają do mnie dwie kategorie klientów, jedni przychodzą z projektem od architekta około 30 %, reszta bez projektu. Około 30 % z tych 30 % to projekty profesjonalne, zinwentaryzowane, opisane techniczne, przemyślane pod kątem zarówno wizualnym jak i technicznym, nadające się do wyceny, gotowe do realizacji. Oczywiście wyceniam wtedy tylko meble. W przypadku gdy przychodzi klient bez projektu. Też proces przebiega sprawnie, Po rozmowie, przedstawia się propozycje, ewentualnie jakies zmiany, wycena, projekt jest za darmo ale tylko do wglądu, niczego klient nie otrzymuje do ręki. Nie będziemy przecież pracować dla konkurencji. Konkurencja jak chce robić meble to niech też opracuje sobie sama projekt to jednak spory etap pracy. Ewentualnie jak już klient bardzo chce bo z jakichś powodów nie chce mebli to może projekt kupić, przynajmniej rekompensuje to w części czas poświęcony a zlecenia i tak nie będzie. Najgorzej jest jednak z klientami z pseudo projektami. Przynoszą albo jakieś nieudolne szkice albo same wizki i gdyby choć traktowali to jako punkt wyjścia, inspirację to nie oni są bardzo to tego przywiązani bo za to zapłacili! I nie ważne, że nie sposób tego nazwać projektem bo jest w cały świat i nie uwzględnia ograniczeń technicznych, możliwości materiałów, ba czasem nawet wymiarów ścian nie trzyma! Kilka razy pokusiłam się o próbę współpracy z takimi klientami. Kosztowało to może czasu, nerwów, przekonywań, że ziemia jest okrągła a w efekcie zawsze było za drogo. Dlatego jak widzę klienta z karteluszkiem w dłoni, który nazywa projektem to wyceniam mu to w minutę po 5000 “z metra” z wielką nadzieją, że go więcej nie zobaczę, bo przecież w garażu za rogiem robią po 800 za metr :))) Bywaja jednak i tacy co zaczynają rozkminkę a za co a może da się taniej czy… Podejmuję rękawicę ale pod warunkiem, że karteluszek ląduje w koszu i zaczynamy od nowa.

    Architekci zapracowali na bardzo niejednoznaczną opinię. Ja postrzegam ich bardzo różnie a co dopiero osoby niezwiązane z rynkiem. Jedni uważają, że to osoby o jednolitym wykształceniu, wiedzy i umiejętnościach i dlatego cena jest dla nich kryterium wyboru. Inni w ogóle nie wiedzą czego mogą oczekiwać, w czym tak naprawdę im ten architekt pomoże. Czy tylko zwizualizuje im ich wyobrażenia czy poprowadzi za rączkę przez cały proces. Bywają i tacy, którzy sa wciąż niewiarygodnie zdziwieni, że można zobaczyć swoje własne wnętrza przed tym jak zostaną zrealizowane a nawet tacy, którzy nawet na wizualizacji nic nie widzą i nie daje im ona wyobrażenia efektu końcowego. Z samymi architektami z biur projektowych lub samodzielnymi też czasem współpracuję ale też jakoś nie do końca mi się podoba jak działają. Albo są mało elestyczni i jakoś straszliwie oporni na zmiany i przywiązani do wizji zbyt uparcie a gdy jeszcze klient daje im dużo głosu to gwiazdorzą niewspółmiernie do pola do popisu. Albo przeciwnie na wszystko się zgadzają jakby nie wierzyli w swój projekt albo wzięli już kasę i mieli go w d.. Ale bywają fajni ludzie zaangażowani ale i rozsądni, którzy spieszą z pomocą ii uratują projekt nawet gdy klienta przerósł budżet albo czegoś nie da się zrobić lub kupić co było kropką nad i całego przedsięwzięcia.
    Czasem myślę o przejściu na swój rachunek i pracę w swoim zawodzie w pełniejszym zakresie niż “tylko” kuchennym ale im dłużej obserwuję rynek tym bardziej mnie to zniechęca. Zwłaszcza to właśnie jak bardzo architekci sr….ą we własne gniazdo. A branże wnętrzarskie też robią swoje. Mój kolega pracuje w innym studiu i tam szef każe mu robić na free projekty wszystkich wnętrz tak żeby i meble się tam znalazły w nadziei, że też będą je robić. No i jak to się roznosi to kto pójdzie do architekta zapłacić za kompleksowy projekt?

  • nie raz, nie dwa zdarzało mi się usłyszeć, że moje stawki są zbyt wysokie (pracuję jako copywriter), że konkurencja dała “bardzo konkurencyjne stawki”. część z tych ludzi wraca, bo konkurencyjne stawki są takie nie bez powodu, ale część zostaje z byle czym. i im to pasuje. ten drugi typ wkurza mnie najbardziej, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to za mniej. tylko musimy pamiętać, że początkujący architekt/copy/redaktor/ktokolwiek nie weźmie za prace tyle, co osoba siedząca w branży od 10-20-30 lat. takim ludziom nie można zarzucać, że psują rynek, bo dopiero się uczą, powinni jednak o tym informować. tak jak w niektórych salonach fryzjerskim uczniowe mają niższe stawki, niż “prawdziwi” styliści.

    btw. jak dla mnie trochę za dużo “śmiesznych” porównań w tekście, ciężko się to czyta.

    • Tu na prawdę nie chodzi o to, że ktoś chce się uczyć- każdy jakoś zaczynał. W tekście jest o tym mowa (nie wińmy studentów). Chodzi o biura projektowe czy architektów (ze stażem), którzy wyprzedają swoje usługi po zaniżonych cenach, proponując uslugę wątpliwej jakości lub “przycinających” klienta na innych rzeczach (materiałach, wykonawstwie itp.), a co za tym idzie psujących opinie całego środowiska. Byle by tylko złapać klienta, zanim zrobi to konkurencja, a pózniej jakoś to będzie. Chodzi o trzymanie wysokiej jakości usług, za adekwatne do tego wynagrodzenie.
      Nie widzę powodu, żeby trudny temat nie przedstawić w lekkie formie. Nie wszystko musi być takie na 100% serio, ą, e.

  • Biedactwa. Jest wolny rynek i tyle. Widocznie jest za duzo towaru na rynku skoro jego cena spada. Znajdźcie sobie nową niszę w której możecie sobie windować ceny. Klient ma prawo do wyboru, Wy macie prawo do narzekania.

  • Ech mnie szczególnie boleśnie dotyka to, że taka fryzjerka za każdą minutę stania bierze kasę. A ty człowieku musisz czasem oddać projekt żeby ekonomicznie wyjść na swoje, choć nie jesteś do końca z niego zadowolony i potrzebowałbyś kilku dodatkowych godzin na ten ostatni sznyt. Ale nikt ci nie płaci za poprawki, za szukanie lepszych rozwiązań, za poświęcenie dodatkowego czasu na przeanalizowanie każdego detalu. Pracuję już blisko 20 lat a wciąż zero rutyny, zero szablonu. Jak jestem w trakcie projektu to pracuję nawet w wannie, w sklepie, jeżdżę jak blondynka, jednym uchem słucham własnego dziecka. Obłęd. Nie potrafię inaczej. Niewdzięczna ta robota. Projektant, dajmy na to przemysłowy, pracuje nad rozwiązaniem, rysuje, współtworzy model a potem już leci produkcja seryjna, powstaje coś co zostaje na lata. A ty wykonujesz podobny proces twórczy i ile projekt zostaje z klientem? 3-4 lata niezmieniony? I jest czymś nienamacalnym, nigdy kompletnym, rzadko całościowym tworem. A zaraz potem znów “ta sama zabawa się zaczyna”. Wolałabym projektować obudowy do odkurzaczy. Większy z tego pożytek, bardziej wymierne wynagrodzenie i trwalszy efekt.

  • Mam takie spostrzeżenie, przy czym mam na myśli nie tych, którzy robią projekty za (faktyczne) 150 zł podczas gdy po drugiej stronie (faktycznie) jest 3000 zł, lecz o tych, którzy np. zrobią za 1000 (innymi słowy: mowa nie o robieniu za 1/20 ceny, ale za 1/4 – a to znaczna różnica): otóż niektórzy mają po prostu taki model biznesowy, że wolą robić “na ilość”, ale jednocześnie zachowując jakiś poziom usługi/ceny. Ty natomiast jak zauważyłaś czekałaś na tego 1 z 10. Czy gdybyś zrobiła za 1/3 ceny, miałabyś tych 9? Ile czasu zajęłoby Ci zrobienie tych projektów i czy nie byłoby to opłacalne? Podkreślam: 1/3 czy 1/4, ale NIE 1/20.

    • Z mojego punktu widzenia nie da sie iść na ilośc przy jednoczesnym zachowaniu jakości. Bo gdyby jeszcze chodziło o zaprojektowanie 9 takich samych mieszkań to mozna iść pewnym schematem. Ale dziewięciu rożnych klientow to tez dziewięć rożnych mieszkań, tyle samo inwentaryzacji, tyle samo wiecej spotkań, ustaleń, wybierania materiałów no i oczywiscie projektów. Nadmiar pracy i poświęcenia czasu byłby wiec nieadekwatny do ostatecznego wynagrodzenia.
      Uznajmy, ze zgodnie z Twoim pytaniem za projekt tych mieszkań wezme nie 4000 a 1000 zł. Przy dziewięciu mieszkaniach mam wiec 9000 a wystarczy wziac dwa za normalna, adekwatna do pracy stawkę i jest 8000. Czyli niewiele mniej a czasu wiecej na dopieszczanie, dogadanie i nadzorowanie.

      Doby nie wydluzysz, czasu nie nagniesz, pewnych rzeczy nie przeskoczysz i nie mozesz byc w dwoch miejscach na raz. Ryzyko popełnienia błędu wzrasta. Większa jest wiec szansa, ze to z tych dwoch projektów dostaniesz kolejne polecenie (za normalna stawkę) niz z tych dziewięciu. I to jest najwazniejsze w całym tym założeniu. Bo nie chodzi o zarobienia jednorazowo 9000zl. Ale o zarobieniu 90 000 z kolejnych poleceń ;)

  • Kolejny dobry wpis, ale widać że pisany pod pływem emocji (interpunkcja). Ale ja nie o tym.
    Siedzę na co dzień w innych klimatach niż wnętrzarskie, ale docenić pracę swoją i innych potrafię (nakład czasu i energii). Być może rzeczywiście jest tak jak ekipa pisze w komentarzach, że projektanci i tak sobie potem odbiją na prowizjach u dostawców lub wykonawców. Sam znam takie przypadki. To też psucie rynku.
    Chcę naiwnie wierzyć, że ekipa po (daj Boże) jednym – być może pierwszym – razie będzie miała na tyle zjechaną psyche, że następnym razem zastanowi się nad wyceną prac i zapyta samego siebie: “Czy robię dobrze?”. Ale nie dla branży i dla bliżej nieokreślonego środowiska tylko dla SIEBIE. Co zrobię z takimi grosikami? Ile poświęcę na to czasu? Ile poświęciłem na to czasu? Czy mam umowę? Jak odpowiedzialność ciąży na mnie? Itd. To wszystko wpływa na cenę. Obawiam się jednak, że taka autorefleksja nie nastąpi. Że sparzy się taki jeszcze nie raz, a my w opowiadaniach innych będziemy słuchać jacy to architekci są drodzy lub jacy to młodzi i dynamiczni maja przystępne (mówiąc subtelnie) ceny.
    Pod wpływem podobnych emocji wypaliliśmy wpis Anegdoty z roboty :D (cz. 5) https://archifunblog.wordpress.com/2015/02/13/anegdoty-z-roboty-d-cz-6/ i pamiętam jak mną trzepało jak słuchałem relacji, którą przeżywałem tak, że musiałem to opisać. Takie rzeczy dzieją się na co dzień i szlag mnie czasem trafia.
    A będzie tak na rynku jak jest jeśli klient nie uświadomi sobie, że jeśli coś w tej branży jest takie, to czegoś nie dostanie. Np. dobrego DLA NIEGO projektu. Świetnie opisuje to Robert Konieczny w jednym ze swoich wpisów. http://konieczny.natemat.pl/42281,w-cenie-niemyslenie

  • Świetny wpis! “Praca za darmo” powinna być w Polsce ograniczona. Podobnie działają duże firmy, które biorą praktykantów. Wiele osób łudzi się, że po takim okresie otrzyma umowę. Nie wspominając, że praktyki trwają nawet kilka miesięcy. Ok – czasem można się wiele nauczyć, ale jak przeglądam kolejną “świetną ofertę pracy za darmo” to mnie skręca. Mieszkam teraz za granicą i dostrzegam ogromną różnicę. Tutaj za każdą pierdołę trzeba zapłacić, bo ktoś musiał wykonać usługę, przyjść i poświęcić swój czas. Nie ma mowy o kombinowaniu, dlatego rynek tworzą wykwalifikowani fachowcy.

  • Co myślisz o “projektantkach” z makehomeeasier, które nie mają żadnego kierunkowego wykształcenia? Widziałaś ich “projekty” co o nich sądzisz?

    • Dziewczyny maja potężna broń w postaci reklamy i marketingu oraz ogromny zasięg, ktory wykorzystują do wypowiadania sie w prawie wszystkich aspektach zycia. Na temat wnetrz wypowiadać sie moze kazdy. Nie kazdy mądrze.

      • Przykre jest, że tak wiele osób daje się na to nabrać. Ich buble na stronie studioloko świadczą o braku elementarnej wiedzy w zakresie projektowania i kompozycji przestrzennej. Niestety nie jest to tak oczywiste dla laików.

  • “Jeśli płacisz bananami nie dziw się, że zatrudniasz małpy”- cytat z mojego partnera grafika, ja jestem projektantem wnętrz, używamy tego powiedzenia bardzo często.

  • Świetny tekst , niestety bardzo mnie dotyczy i pamiętam dokładnie jak się walczyło o przeżycie zaniżając absurdalnie stawki ( pomimo sporego już wtedy dorobku!)…I to była desperacja! Może gdybym była sama to bym przeczekała.. i jak Ty gryzła tynk . Ale z 2 małych dzieciaków musiałam zarobić cokolwiek natychmiast. Smutne to i szlag mnie trafia jak o tym myslę, oczywiście wiem, nie mam zdolności menadżerskich i pewno można było w jakimś momencie inaczej.. Ale wtedy widziałam ( w tej desperacji) 2 wyjścia : pracować za pół darmo ,albo wyjechać.
    No to wyjechałam. I wcale nie jest mi z tym dobrze.

    • To przykre, że musiałaś podjąć taką decyzję. Z perspektywy czasu widzisz, że być może można byłoby inaczej rozwiązać tę sytuację, ale w tak trudnej chwili człowiek myśli o tym co najlepsze dla niego (i dla dzieci przede wszystkim). Życzę Ci wszystkiego co najlepsze i obyś nigdy więcej nie musiała rezygnować z marzeń.

  • Dobrze napisane, zdefiniowałaś wszystkie problemy rynkowe. Dodałbym jeszcze, że jeśli robisz coś za darmo ludzie biorą to za brak wartości. Nie licz, że ktoś poleci architekta, który robi bezwartościowe projekty. Prowadziłem badania jakościowe wśród architektów i wyniki są ciekawe. Również starchitekci zaniżają ceny. Ale jest też grupa mniejszych pracowni, które wcale tego nie robią i zawsze mają na pączki. Dorzuciłbym jeszcze jedną uwagę: wyceny należy robić w oparciu o modele analityczne opisane w regulaminach honorariów. To te algorytmy uwzględniają złożoność obiektu, kontekst oraz specyfikę.

  • Tak się dzieje ponieważ mamy rynek gdzie podaż pracy jest większa niż popyt na nią (choć nie wszędzie), dlatego pracownicy których jest więcej niż roboty dla nich licytują się w dół, kto zgodzi się pracować za mniej… Tutaj nie są winni ludzie, bo w zasadzie postępują racjonalnie, ale władza która taki rynek stworzyła i przez lata pielęgnowała. I jak to najczęściej w życiu bywa gdy ktoś traci ktoś zyskuje i mimo że zdecydowana większość w takim systemie gospodarczym dostaje po dupie to są tacy którym to bardzo pasuje. Taka sytuacja jest niezmiernie korzystna dla obecnych pracodawców i właścicieli kapitału, bo mogą płacić coraz mniej za tą samą pracę czy usługi toteż mają większą korzyść dla siebie.
    A to kim są ludzie ustawieni w naszym kraju i jak powstawały ich majątki już temat na osobną dyskusję :-)