Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj!

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj!

Praca z architektem bywa trudna, wiadomo. Sypią trudnymi zwrotami, zadają pytania, oczekują decyzji, roztaczają wizje i narażają budżet na duże straty. Artyści. I wariaci. Z takimi trzeba ostrożnie i z wyczuciem.

Jeśli zauważysz, że jego twarz nagle przybiera barwę dojrzałego buraka, a z uszu zaczyna dymić- wiedz, że popełniłeś, któryś z poniższych grzechów. Ale od dziś wszystko będzie łatwiejsze. Bo oto krótkie wytłumaczenie co myśli architekt, kiedy słyszy jeden z poniższych tekstów. I Twoje szczęście jeśli tylko pomyśli a nie powie. Bo dobry architekt to cierpliwy architekt. Albo głuchy.

1. CZY MÓGŁBYM ZOBACZYĆ PROJEKT PRZED PODPISANIEM UMOWY?

– A czy mógłbym zobaczyć przelew przed wykonaniem projektu?

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 1

2. CZY MOŻE PANI ZMIENIĆ JABŁKA NA WIZUALIZACJI NA POMARAŃCZE? MĄŻ MA UCZULENIE…

-Oczywiście. To co prawda nie ma żadnego wpływu na cały projekt i render trwał 23 godziny, ale rozumiem że trudno skupić się na kolorach ścian, meblach, rozwiązaniach, detalach, kiedy zza miski wystają znienawidzone owoce a widok za oknem nie jest DOKŁADNIE taki jak w rzeczywistości.

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 2

3. KUPILIŚMY JUŻ PŁYTKI DO ŁAZIENKI. CZY MOŻE PANI COŚ Z NICH ZAPROJEKTOWAĆ? BYŁA PROMOCJA, KOŃCÓWKA KOLEKCJI, DOSTALIŚMY OD ZNAJOMYCH, KTÓRYM ZOSTAŁY PO REMONCIE. DA SIĘ COŚ Z TYM ZROBIĆ?

-Tak, wywalić i zacząć od początku. Czyli od projektu.

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 3

4. CZY MOŻE PANI ZROBIĆ KILKA WERSJI TEJ ŁAZIENKI? BĘDZIE NAM SIĘ ŁATWIEJ ZDECYDOWAĆ.

– Czyli te dziesięć poprzednich jeszcze Państwa nie przekonała?

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 4

5. WSZYSTKO WYGLĄDA IDEALNIE. ALE JESZCZE TAKA JEDNA, MALUTKA ZMIANA… OBIECUJĘ, ŻE OSTATNIA!

– Obiecuję, że się popłaczę!

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 5

6. PAN WIESIU POWIEDZIAŁ, ŻE ON ZAWSZE KŁADZIE PŁYTKI DO SUFITU, WIĘC TROCHĘ ZMIENILIŚMY PROJEKT.

– Pan Wiesiu umie liczyć!

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 6

7. ZAMIAST WYNAGRODZENIA MOŻE PANI WRZUCIĆ NASZ PROJEKT DO PORTFOLIO.

– A zamiast obiadu mogę zjeść tynk ze ściany. Nie tuczy.

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 7

8. CHCĘ, ŻEBY MOJA ŁAZIENKA WYGLĄDAŁA DOKŁADNIE JAK NA TYM ZDJĘCIU.

– To się chyba nazywa plagiat.

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 8

9. PRZEMYŚLELIŚMY TO I PO TYCH WSZYSTKICH ZMIANACH CHCIELIBYŚMY WRÓCIĆ DO PIERWSZEGO POMYSŁU.

– Aha…

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 9

10. WIEM, ŻE JESZCZE NIE ROZMAWIALIŚMY O KUCHNI, ALE JUTRO WCHODZI HYDRAULIK. CZY MOŻE PANI PRZYGOTOWAĆ PROJEKT?

– Hmm.. jest 22:00, zaraz wyciągnę moją kryształową kulę i na 6:00 będę gotowa!

 

Czego lepiej nie mówić architektowi- 10 zdań, których nigdy nie wypowiadaj! 10


Jeśli Twój architekt, na którąś z poniższych uwag, z uśmiechem i spokojem niczym Mały Budda odpowiada „Nie ma problemu”- kochaj go i chwal. Jest wyjątkowy. I pamiętaj, że po nim może przyjść drugi, który po prostu wstanie i wyjdzie ;-)

A Wy co najgłupszego usłyszeliście w czasie współpracy architekt-inwestor? Czekam na Wasze komentarze ;-)


JEŚLI PODOBAŁ CI SIĘ TEN POST, UWAŻASZ ŻE BYŁ PRZYDATNY I WARTOŚCIOWY- PODZIEL SIĘ SWOJĄ OPINIĄ W KOMENTARZU I UDOSTĘPNIJ GO SWOIM ZNAJOMYM. NIECH IDZIE W ŚWIAT I ŚCIĄGNIE TU WIĘCEJ FAJNYCH LUDZI- TAKICH JAK TY!

You may also like

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Gratuluję pomysłu i dziękuję za piękny zbiór i apel!!!!
    Mnie zdarzyła się taka historia:
    “Proszę Pani to jest kuchnia do przeprojektowania . Mebli kuchennych nie chcemy wymieniać. Proszę Pani one tu stoją od 20 lat, jesteśmy do nich przywiązani! Po za tym nie stać nas na nowe. Planujemy dokupić 1 szafkę górną, żeby uzupełnić ten rząd, który już tu jest. Sprawdzaliśmy w sklepie , że są takie podobne. Po za tym trzeba schować gdzieś gazomierz. Jak to przenieść? To nie wchodzi w grę!…” Szczerze to do tej pory nie wiem czego ta pani ode mnie, jako architekta oczekiwała. Wychodząc, niestety ugryzłam się w język, bo na jego końcu miałam tej pani do przekazania, że jeśli chciała porozmawiać to od tego są księża w konfesjonale albo psycholodzy… NIE architekci!!! eh!
    Pozdrawiam i klientów “z głową na karku” życzę!!!!

  • Klient zaakceptował łazienkę, w której płytki na kawałku ściany były dobrane dokładnie pod wybarwienie forniru na szafce nad wc i szafka idealnie znikała na ścianie. Po zamontowaniu mebli wchodzę do łazienki, a szafka jest z białego lakieru. Dlaczego?! Żeby była lepiej widoczna, ta dębowa zupełnie znikała i to wygląda znacznie lepiej…

    • Podziwiam determinacje i skuteczność w sparowaniu tych dwóch elementów- to musiało być trudne! Tylko, czy w takim przypadku “klient to nasz Pan”? Jak tu się ma projekt i prawa autorskie?

      • Szafka była zrobiona, klient wniebowzięty, projekt zapłacony 100%… Co ja mogę zrobić z taką szafką? Tylko na zdjęciach z sesji poprawić ją w Photoshopie. Człowiek postawił na swoim, uznał, że ma cudnie i ja mogę z nim iść na noże, ale po co? Wiesz, trzeba być ostrożnym w kłótni z idiotą, bo najpierw Cię sprowadzi na swój poziom, a potem powali doświadczeniem. Wszystkim znajomym na bank się pochwali, że sam tę szafkę tak dopieścił, bo arch zniknął duży mebel- więc będą wiedzieli, że to nie mój pomysł :-)

  • Oj ja się ostatnio uśmiałam z tekstu klienta, najpierw przedstawiłam im pierwszą wersję projektu, po czym weszliśmy do domu i omawialiśmy poprawki, żona klienta zaproponowała przeniesienie jakiegoś mebla na drugą stronę, na co klient stwierdził ,, że żona uprościła mi 2 godziny pracy, więc należy się rabat”. Uśmiechnęłam się lekko i pozostawiłam całość bez komentarza:)

    • Następnym razem proszę zastosować cennik mechaników:
      1.Usługa normalna – CENA 100%
      2.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika – DOPŁATA + 50%
      3.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i komentuje – DOPŁATA + 100%
      4.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i w dodatku wie lepiej DOPŁATA + 200%
      5.Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i próbuje mu pomagać – DOPŁATA + 300 %

      • Kasowałabym dopłatę +200%. Klient zawsze wie lepiej:) A pod koniec projektu Klient często przypomina sobie że skończył studia na wydziale architektury ;)

  • Wysyłam klientce wizualizację sypialni, klimaty sensualne, promienie słońca subtelnie oświetlają łóżko z lekko pomięta pościelą
    -“Wszystko wspaniale, ale pościel łóżko proszę”
    -…

  • Co do nr 7. Być może dla niektórych inwestorów bedzie to szok ale projekt nie należy do nikogo poza jego Autorem. To, że Inwestor moze go u siebie na podwórku zrealizować to tylko odpłatna (!) zgoda autora na JEDNORAZOWA realizacje. Projekt nadal jest własnością autora i Inwestor nie moze mu zabronić umieszczania go w portfolio czy powtórnego wykorzystania gdzieś indziej. Wszelkie prawa do projektu zachowuje autor i nawet gdyby chciał to nie moze sie tych praw zrzec. Pozdrawiam!

    • Mamy rozumieć, Lolu, że do projektów architektów nie stosują się ogólne przepisy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, które dzielą prawa autorskie na osobiste (ich się zrzec nie można) i majątkowe (te można, owszem sprzedać, wymagana jest przy tym pisemna forma umowy, o ile dobrze pamiętam)? Chyba nie, i jest to po prostu kwestia umowy z Inwestorem, że jest to tylko udzielana licencja i to w takim konkretnie zakresie.

    • Lolu, kompletna nieznajomość prawa autorskiego przebija z Twojej wypowiedzi. Mylisz prawa majątkowe z osobistymi. Osobistych praw nie można się zrzec, ale majątkowe można przekazać jak najbardziej. Wszystko zależy od treści umowy z klientem. Jeśli umowa stanowić będzie, że pan X wykupuje prawa majątkowe do projektu na wyłączność, to nie możesz sprzedać tego samego projektu innej osobie. Projekt jest natomiast zawsze własnością twórcy w tym sensie, że nikt inny nie może się pod nim podpisać jako autor (nawet jeśli zawarłabyś tak stanowiącą umowę, byłaby ona nieważna). Co do portfolio, to pewnie wszystko zależy od tego, co się przez nie rozumie. Jeśli materiał graficzny do pokazywania klientom w czasie spotkania, to chyba trudno byłoby tu wprowadzać jakieś ograniczenia, problem natomiast leży w tym, że dziś portfolio to integralny element strony WWW, a to już ma znamiona publikacji. Jak widzisz więc wszystko jest kwestią treści umowy z klientem.

  • Moim ulubionym jest na pierwszym spotkaniu: Czy mogliby Państwo przygotować najpierw rysunki elektryki i hydrauliki, ponieważ za tydzień wchodzi ekipa, a kwestię aranżacji rozwiążemy w kolejnym etapie.

  • Mnie jeden klient poprosił, żebym mu NAPISAŁA esej o tym, co będę czuła wchodząc do jego mieszkania…

    Klientka zgłosiła się w ostatniej chwili przed wejściem tynkarzy, aby zrobić korektę elektryki i przyłączy oraz rozplanować funkcję w mieszkaniu – a gdy jej wymyśliłam 3 wersje, to ona powiedziała, że “nic tu innowacyjnego nie wymyśliłam i ona skorzysta z propozycji od dewelopera” – a tam blat roboczy nie przekraczał 20 cm, wszystkie sprzęty przeskalowane, byleby wydawało się że jest dużo miejsca! Do tego jeszcze jak jej w piątek wieczorem napisałam, że resztę projektu zrobię w poniedziałek i doślę na wtorek to oznajmiła, że przecież ona cały wtorek pracuje i nie będzie miała czasu na to patrzeć, więc chce mieć to na już!

    Amen!

  • Ohoho a przewody dla klienta to makaron który się wytnie rozwałkuje i powiesi na nowo za darmo. Tylko nawet kucharz sobie nie da.
    To racja ludzie potrafią .Dwie godziny wypytywania co chcą .No to masz wyobrażenie i chcesz wychodzić a tu ca_kiem co innego chcą.Oczywiście syrenke w cenie mercedesa klasy S .
    Najgorsze to są damulki ąęą i ci klienci fla których zrób im za darmo a najlepiej dopłać im .Z doborem kolorów to bym sie wnerwił to nowy projekt a ludzie myślą ,że czas pracy nad projektami jest darmowy :)

  • Podoba mi się ogromnie podejście rysunkowe do posta. Jest odpowiedzią na pokolenie Y ;] Wiadomym jest, że 80% z internautów nie czyta tylko ogląda obrazki. Podejście “demotywatora” jest ŚWIETNE – od przeczytania jednego zdania nikt jeszcze przecież nie umarł :D
    Świetne i bardzo prawdziwe ;]
    Pozdrowienia!

  • Mnie to dobijali klienci co sobie chcieli pogadać ,człowiek prawie gotowy szkic projektu ze zwymiarowaniem szczegółowym a tu w odpowiedzi od klienta słowa dziękuje my ja się chciałam dowiedzieć tylko ile to kosztuje.Zamordować to mało .Ludzie sobie nie zdają sprawy ,że można to szybciej ustalić bez projektowania itd.
    Zatem zaczęliśmy kasować za dojazd itp .Efekt taki że jechało się już do konkretnego w miare klienta. A jak ma węża w kieszeni to to żaden klient. W każdym działaniu trzeba wypracować metody działania uprzedzające głupote klienta.Powodzenia .

    • Myślę, że w życiu każdego projektanta, rzemieślnika czy artysty przychodzi taki moment kiedy mówi “dość”, traci swoje resztki wiary w ludzi i zaczyna zabezpieczać swój cenny czas w postaci brania zaliczek… Zaliczek za projekt wstępny, za wklepanie w termin, czy nawet za samo wyciągnięcie ołówka z piórnika. Także A K masz w 100% rację.

      • Najlepszym nauczycielem jest doświadczenie, ale też i słuchanie innych. Jeśli dostanie się osobiście po czterech literach to zapamięta się to na długo. Lepszą drogą, bo mniej bolesną, jest słuchanie innych co mają do powiedzenia, jak wybrnęli z historii mrożących czasem krew w architektonicznych żyłach. Niemniej części (i to sporej) kłopotów można uniknąć stosując te narzędzia, które są już dziś.

        Przy wycenie warto zaznaczyć jak wygląda sprawa zaliczek (choć lepszy jest zadatek) i w jakiej wysokości. Przynajmniej na wstępie mamy informację na ile inwestor jest zdeterminowany w swoich działaniach mających na celu nie stworzenie projektu wspólnie z nim, ale na jego realizacji.

        Warto stosować wzór umowy ze strony Warsztat Architekta. http://www.warsztatarchitekta.pl/vademecum/umowy
        Stosuję ją od pięciu lat, a konkretnie za 3 tygodnie minie rocznica jej zastosowania po raz pierwszy przeze mnie i mogę powiedzieć, że się sprawdza. Nie wymyślajmy koła, ale weźmy je ze sobą i zaprojektujmy do niego wypasioną karoserię. Poza tym umowa oraz rozmowa o niej i zapisami w niej zawartymi daje nam kolejne informacje o inwestorze. Przecież zwykle inwestor jest człowiekiem, którego wcześniej nie znaliśmy, więc dobrze jest wiedzieć z kim będzie dochodziło się do rozwiązań, które spełnią jego wymagania i będą w zgodzie z przepisami. No i najważniejsze: zabezpiecza ona interesy projektanta (m.in. bat na nie płacących inwestorów) i inwestora (m. in. bat na leniwych projektantów).

        A tak w temacie głównym, to co prawda jeszcze nie miałem okazji projektować pod kafelki, ale zdarzyło się już projektować pod zakupioną zabudowę meblową do kuchni. Cóż…

  • A ja kiedyś byłam umówiona z klientem ‘deweloperem’ na rozmowę o projekcie kamienicy nad jeziorem którą to miałam dla niego wykonać. Temat omawiany telefonicznie przez 3 tygodnie. Podczas rozmowy okazało się, ze ów klient chce nie projekt a wizualizację, nie kamienicy tylko kładki i nie za pieniądze, tylko za, cytuję, ‘sławę w Mragowie’! :D

  • Po zakończeniu projektu gdy doszło do dopłaty za całość klient stwierdził, że to on podejmował cały czas decyzje, więc nie wie za co ma płacić…
    Po poznaniu ceny za usługę dobierania kolorów, klient stwierdził, że pani projektantka z Poznania bierze o 50 % mniej i zażądał upustu…
    Klientka pogniewała się i zerwała umowę bo szafka w łazience ją przytłaczała – a przy omawianiu i oglądaniu wizualizacji wszystko było OK…
    Klient stwierdził, że nie będzie u mnie kupował listew przypodłogowych bo nie, jak spytałam czy przeczytał ofertę, stwierdził, że nie warto bo i tak będzie drożej niż u pana Stasia – jak ją przeczytał pytał pana Stasia dlaczego tak drogo mu sprzedał… (HAHAHAHA)
    Wchodzi klient do pracowni – (pierwsze opracowanie jest gotowe do omówienia) i od progu pyta dlaczego nic nie jest gotowe, że żadna wersja mu się nie podoba…

  • Z moich doświadczen z naszym “najznamienitszym” inwestorem (kilka projektów nam zlecił) praca nad budynkiem. Masa zmian, korekt, kształtowania ostatecznego wyglądu budynku z doborem nowoczesnych materiałów, kilkanaście wizualicacji bo zawsze jest coś nie tak. Ostatecznie mamy cudo. Zatwierdzeni. Realizacja. Okazuje sie ze budynek sie nie podoba! i wogole materiały jakie zastosowalismy sa nie do przyjecia. Zastosujemy kamien na czesci elewacji……ale zeby nie było za pieknie damy to tylko na parterze i w niewielkich fragmentach, BO STRASZNIE DROGI, i najtańszy bo wie pani ile to kosztuje!
    Po jakimś czasie dostałam próbkę !
    Dopasowanie do niego elewacji jest po prostu NIEMOZLIWE na mój ostry sprzeciw usłyszałam tylko ze jak nie umiemy dobrać kolorów to co z nas za architekci i on sam to zrobi…..LEPIEJ!
    OK
    narazie nie jestesmy w stanie dyskutować….z “NAJ”

  • – Z absurdalnych korespondencji –
    1. Projekt sypialni
    – Klient: ‘Nie mamy przekonania co do białej pościeli, prosilibyśmy o zamianę na jakiś bardziej praktyczny kolor’
    – Odp.: ‘Wybrany kolor pościeli jest jak najbardziej świadomy. Dzięki neutralnemu kolorowi łóżko nie będzie dominantą w pomieszczeniu, a jedynie wkomponowanym delikatnie elementem. Zwłaszcza, że w tle mamy fototapetę z mocnym akcentem kolorystycznym.’
    – Klient: ‘Gdzie chciałaby Pani postawić kwiaty w sypialni? (nie mamy parapetu)’
    – Odp.: ‘Oczywiście, pamiętam że nie mają Państwo parapetu i też go Państwo nie uwzględniają w projekcie. Zaproponowane kwiaty przewidziane zostały na szafce nocnej, która pojawi się przy łóżku. Jeżeli będą one Państwu przeszkadzać proszę ich nie uwzględniać.’
    – Klient: ‘Firma produkująca szafy na wymiar poinformowała nas, że szafa w układzie: biały lacobel – front oraz cała reszta biała nie wygląda najlepiej (prosimy o doprecyzowanie Pani rozwiązania kolorystyczno/matriałowego lub zaproponowanie inne wersji)’
    – Odp.: ‘Zgodnie z moją koncepcją szafa w korpusie koloru białego oraz fronty lacobel koloru również białego, będą jak najbardziej do siebie pasowały. Wnętrze będzie jasne i przyjemne. Kolor ścian delikatne ecru , beżowe zasłony oraz podkreślająca tapeta będą stanowić jedną wspólną, wyważoną całość.’

    Powyższa korespondencja jest jeszcze lajtowa. Jednak to co otrzymałam od innego Klienta musiałam z trzy razy przeczytać czy dobrze zrozumiałam …
    – Klient: ‘Mam problem z tymi fototapetami do mojego biura, bo tego budynku, który jest na zdjęciach jeszcze nie ma, więc jest to w pewnym sensie fikcja, co nawet na drugiej widać chyba. Wiec w sumie to wychodzi na fotomontaż, wiec trochę obciachowo. Wiem iż Pani upiera się przy Manhattanie, ale tam teraz stoją dźwigi (sprawdziłem), a nie ten budynek wiec się trochę boję zamawiać taki „fotoplastikon”. Mam duże opory przed zamówieniem tego.’
    – Odp.: ‘Wybrana fototapeta, prócz dekoracji ściennej, miała też pełnić funkcję wizytówki Pańskiego biura. Nie chciałabym, aby wybrany motyw był dla Pana nieprzyjemną koniecznością, gdyż w zasadzie będzie też Pan, niemal codziennie, patrzył w tamtą stronę. Postaram się zaproponować coś w zamian.’
    – Klient: ‘OK., to nie jest złe, i rozumiem intencje, ale jak (nie chce krakać) zanim to otworzą to się zawali lub wpadnie w to samolot, to tapeta do zerwania. Ja mam Manhattan z WTC to choć wiadomo, iż mam to zdjęcie z XX w, a tak to wizja projektanta. To jest super, bo daje przestrzeń, daje morze, daje tez efekt biznesowy, ale jesteśmy w dość złym momencie budowy tego wszystkiego….’

    W takich przypadkach zastanawiam się czy nie powinnam była studiować psychologii.
    Szkoda, że na uczelniach nie ma z takich sytuacji wykładów i ćwiczeń!

    Goosfraba ………… for U all!

  • Scenka w domu klienta:
    – W jaki sposób wyceniacie projekt?
    – Ustalamy cenę za metr kwadratowy powierzchni.
    Klient rozejrzał się po przestronnym pomieszczeniu jadalni i skonstatował:
    – No, kuchnia to rozumiem, ale tu przecież tylko stół będzie stał!
    Ręce i nogi opadają!

  • Ja nie znoszę przekonywania klientów, że to co chcą jest passe. Pojawiają się niepotrzebne dyskusje albo jakaś krępująca wisząca w powietrzu chmura niezadowolenia. Od lat stosuję praktykę wysłuchania, namalowania im ich własnej wersji. Wiem zadaję sobie dodatkowy trud ale mam czyste sumienie. Robię w sumie trzy wersje: tę ich dokładnie ich z wszelkimi błędami, w drugiej poprawiam ich wersję by uwolnić ją od absurdów ale wciąż żeby była ich i proponuję trzecią zupełnie własną, choć taką, którą jak mniemam, są w stanie zaakceptować. Więc wchodzą i rozczarowują się swoją wizją, bo choćby nie wiem jak tłumaczył, że będzie niewygodnie, ciasno, nudno, nie będzie przejścia itd to dopiero na obrazku widzą, że tak właśnie będzie. Potem więc zaskakuję ich poprawkami ale generalnie i tak nie są zachwyceni a na koniec proponuję wersję dobrze skomponowaną ledwie opartą na pierwotnych założeniach. I biorą ją jak swoją i rozkminiają szczegóły i proszą o radę, choć wszystko widać i wiadomo, że jest tam to co uważam za najlepsze ale oni muszą, coś pozmieniać, nawet wrócić do tego co było byle mieć poczucie, że sami to wymyślili….

    Moja ulubiona kategoria klienta: nie dość, że zastępują białe matowe kafle kolorowymi w połysku to jeszcze Cię proszą o doradzenie koloru bo Ty się znasz…..
    – jakimi słowami powiedzieć dostatecznie dobitnie acz w miarę grzecznie, że jakby uznawał Cię za autorytet toby kurwa wybrał białe matowe????

  • Jakie to cudne bardzo dziękuję :) bo rozbawiło mnie serdecznie. A tu z mojego podwóreczka :
    1.telefony od klientów po 22 i w niedziele od 8 rano.. ,,pani Aniu mam tylko jedno pytanko”
    2.chcielibyśmy wnętrze takie ciepłe i przytulne w beżach…jakby wszystkie inne kolory były zimne

    • Odnośnie telefonów to pamiętam sytuację, jak klient natarczywie dobijał się po 21, wysyłał SMSy w stylu “Pani Izo bardzo proszę o PILNY kontakt!!!” i gdy w końcu targana złymi przeczuciami oddzwoniłam okazało się, że musimy NATYCHMIAST zmienić kolor ściany w salonie na bardziej czekoladowy. Zaznaczam, że planowane rozpoczęcie prac w lokalu przewidziane było na za 2 miesiące ;-)

  • Widzę po komentarzach, że zasiada tu grono szyderców, najwyraźniej specjalistów w dziedzinie, a ja zapytam jako laik. Co jest dziwnego (albo śmiesznego) w pomyśle, aby architekt projektował pod potrzeby i oczekiwania klienta. Czy nie chodzi o to, aby ich wizje na końcu się spotkały? Piję tu do punktu 3 (projekt pod zakupione wcześniej kafelki). Czy nie może się zdarzyć np. tak, że klient był na fantastycznych wakacjach we Włoszech i zobaczył gdzieś takie wykończenie, a następnie sprowadził dla siebie owe kafle, a teraz chciałby, aby cały projekt zgrał się z nimi. Czy zadaniem architekta nie jest pomóc mu w tym? Kurczę, mam wrażenie, że na studiach funkcjonujecie w jakiejś odrealnionej rzeczywistości – wyraźnie artystowski klimat Wam nie służy, zwłaszcza kiedy opuszczacie mury uczelni. Na chłopski rozum architekt w swej roli zawodowej to usługodawca, rzemieślnik, a nie natchniony artysta i kreator. To nie on będzie później mieszkał w stworzonych przez siebie wnętrzach, więc jego obowiązkiem jest być elastycznym i słuchać oczekiwań klienta. Jestem z zawodu redaktorem: czy sądzicie, że moją rolą jest narzucać autorowi własne rozwiązania językowe, czy raczej powinnam wsłuchać się w jego styl i poprawiać tekst tak, aby brzmiał, jakby był w całości pisany jego ręką? Autor to mój klient – to on ma być zadowolony, nie ja. Jeśli upiera się przy swojej konstrukcji językowej – choćby mnie zęby bolały, a fraza kłuła ucho – muszę pozostawić to zgodnie z jego wolą (chyba że mowa o ewidentnych błędach ortograficznych). Tak więc więcej pokory wobec klienta życzę gronu architektonicznemu – zresztą, rzeczywistość sama to zweryfikuje. Ten, kto będzie się upierał przy swoim zamiast szukać kompromisu po prostu nie będzie miał klientów. :)

    • Droga Lilko powyższy post sponsoruję Sarkazm i Ironia ;-) I nikt tu nie wspomina o dominacji nad klientem i narzucaniu mu swoich praw jak Król Julian ;-)
      Jako Redaktorka na pewno nie raz spotkałaś się z sytuacjami, w których po prostu ręce opadają. Tu można się wyżalić, uzewnętrznić i wrócić do projektowania łazienki w stylu łodzi podwodnej “bo klient zawsze chciał być marynarzem” ;-)

    • “Na chłopski rozum architekt w swej roli zawodowej to usługodawca, rzemieślnik, a nie natchniony artysta i kreator” – projektowanie architektoniczne to na inteligencki, nie chłopski rozum (każdy mierzy wg. swojej miary) SZTUKA KSZTAŁTOWANIA PRZESTRZENI. Nikt nie każe robić projektu wnętrza, weź kartkę w kratkę i sama sobie narysuj skoro architekt jest wg. Ciebie tylko kreślarzem. Tylko potem nie płacz, że coś nie wyszło.

      • Drogi/Droga “K” – ktoś tu nie ma klasy, pisząc “każdy mierzy wg. swojej miary”, ale nie o tym… SZTUKA KSZTAŁTOWANIA PRZESTRZENI to piękny slogan, ale niewiele się za nim nie kryje, skoro żyjemy w kraju architektonicznych koszmarków. Ja natomiast mówiłam o potrzebach klienta (nie mylić z niemożliwymi do realizacji oczekiwaniami) oraz o tym, że funkcjonowanie na rynku wymaga ich uwzględniania. Druga część Twojego komentarza jest cokolwiek niezrozumiała, bo nie wiem, w którym niby miejscu utożsamiłam architekta z kreślarzem.

        • Słuchajcie, każdy kto wykonuje swoją prace z powołania, z pasją i miłością chce wierzyć, że robi coś ważnego. Czy to “kształtując przestrzeń” czy projektując łazienkę pod dyktando klienta. Dopóki sprawia Ci to przyjemność to nie ważne jak się określisz- artysta czy rzemieślnik- ważne że jestes odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. A ponarzekać czasem można a nawet trzeba. I nie zapomnijcie, że my dla kogoś też bywamy klientami i też mamy swoje odchyły. I to tych osób przywilej, że dla zdrowia psychicznego, czasem się z nas pośmieją. I już.

  • najlepsze pytanie jakie dostałam od klient po wejściu do biura : “co może mi Pani zrobić za darmo?” odpowiedziałam: “kawę”

  • Dobrze i tanio nie będzie szybko
    Szybko i tanio nie będzie dobrze
    Dobrze i szybko nie będzie tanio

    Takie zasady wiszą na drzwiach u mojego stolarza :) zawsze się uśmiecham jak to widzę i mam w pamięci klientów którzy chcą na wczoraj, najlepiej za 100zl (nie za metr2 ;) ) i tak żeby sąsiadka padła jak zobaczy ;)

  • :-) mogłabym książkę napisać … już 20 lat słucham takich tekstów ale hitem jest taka historia:
    Klientka po 20 wersji projektu łazienki , prosi o kolejną ( oczywiście w ramach umówionej kwoty za 3 wersje a nie kilkadziesiąt ) i mówi : No nie wiem tylko czy jednak jakieś mozaiki … czy płytki…a może marmury …albo tapeta – jest tyle pięknych rzeczy
    Wtedy powiedziałam NIE – nie zrobię niczego dopóki Pani się ostatecznie nie zdecyduje po tych 20 wersjach z czego ma być ta łazienka zrobiona – Klientka w takim razie mówi, że da znać jak się zdecyduje na coś konkretnego. Po 4 miesiącach przychodzi zachwycoan,że już wie , wybrała płytki i prosi o absolutnie ostateczna wizualizację … OK – siedzę nad tym , płytki okropne … ale jest mi to już obojętne … po tygodniu Klientka przychodzi na spotkanie i w drzwiach biura mówi : Oh ! taka jestem ciekawa, co tez Pani zrobiła … bo ja mam już zupełnie nowy pomysł na ta łazienkę ……. UMARŁAM :-)

  • Fantastyczne podsumowanie ! brawo Autor :-)
    Choć z przerażeniem, to jednak i z pewną ulgą stwierdzam, że nie jestem w tym bólu sama…
    Do powyższych komentarzy dodam jeszcze, że “lubię” jak moi klienci prowadzą w trakcie spotkania kłótnie małżeńskie, bo każdy chce inaczej, a jakże (!), które kończą pytaniem : ” proszę powiedzieć kto ma rację ? ” :-)))

  • Też mam ( Mistrzostwo z wczorajszego dnia)
    Klient: – Wiem, że nie zaakceptowaliśmy jeszcze wszystkich wizualizacji i nie wybraliśmy produktów, ale potrzebujemy projekt elektryki i hydrauliki dla ekipy bo nas ciśnie. Możecie więc teraz zrobić projekt techniczny, a potem wrócimy do wizualizacji ? Tak na spokojnie !
    Odpowiedź : Oczywiście, a potem tak na spokojnie wyrzucimy ten projekt do śmieci :)

      • U mnie troszkę inaczej to wyszło.
        Zasadniczo została tylko łazienka, bo w pierwotnej wersji ustaliliśmy, że nie będziemy jej niszczyć (rok temu odnawiana) ze względu na koszty. Dostaliśmy wizualizacje wszystkiego, projekty wod-kan, elektryki,wymiary mebli na zamówienie, kolory podłóg, ścian, takie tam (projekt nie obejmował listy użytego wyposażenia jak lampy, płytki, kanapy itd. ) szkoda, że to wszystko na nic, bo Pani ani razu nie zmierzyła mieszkania i te wszystkie wymiary możemy wyrzucić.
        Gdyby ekipa się na tym wzorowała miałabym gniazdko w oknie (o ile to możliwe.)
        Do kompletu do wspomnianej łazienki pani Architekt zaproponowała tunning, żeby jej nie burzyć. Projekt wybitnie nam nie podszedł. Dowiedzieliśmy się, że jest to jedyne możliwe rozwiązanie.
        Mam mieszane uczucia patrząc na to, że nigdy nie usłyszała od nas powyższych 10 morderczych haseł.

  • trwa korekta z klientką, przedstawione wersje kuchni (chyba z sześć!), klientka ma własne wyobrażenie. i na nic zdaje się fakt, że całkowity blat roboczy ma w tej wizji 30 cm. najważniejsze, żeby płyta była duża i tuż przy ogromnym zlewie, bo “gdzie ja będę z garami latać..”

    a na koniec: “gdybym miała taki program specjalny, to sama bym sobie zaprojektowała”.

  • Widzę że wszyscy architekci tutaj mają się za artystów najwyższej klasy i zapominają że to Ci inwestorzy ich utrzymują. Trochę pokory drodze państwo, nie tylko w waszym zawodzie klient który płaci (i to niebagatelne notabene sumy) ma prawo wymagać. Tyle. Pozdrawiam.

    • Droga Pani , tu nie chodzi o artyzm ! tu chodzi o szacunek dla naszej pracy i czasu !!!
      – nie można wymagać projektu elektryki “na jutro” jak nie ma całego projektu…
      – nie ma sensu zmieniać jabłek na wizualizacji, bo kompletnie nie mają znaczenia….
      – itd…
      jaśniej niż powyższe 10 punktów się nie dało !
      Ale rozumiem, że jak ktoś płaci to ma prawo do wszelkich fanaberii ? Pani tak w swojej pracy ma?

      • Poza tym czasem po prostu się nie da nawet jak bardzo się chce klienta uszczęśliwić to projekt elektryki bez aranżacji – jest po prostu niemożliwy ;)
        Ale i tak kochamy naszą pracę, prawda? :)

    • Rzecz w tym, że tutaj nie ma relacji “Klient Pan i Władca” i “Architekt Płacę Ci Więc Siedź Cicho”, tylko WSPÓŁPRACA. I jeśli klient swoim podejściem (jak w tych punktach) rozwala projekt działając de facto na swoją szkodę, a architekt dorabia się siwych włosów, to jest nie do końca jak być powinno ;) Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć tyle – najlepsze projekty powstawały, kiedy przychodził klient i mówił: “Widziałem pana portfolio, podoba mi się, także zostawiam w pana rękach co i jak”.

  • ja jako inwestorka mam zupełnie inne zdanie na ww. temat. Zaznaczyć też muszę, że należy rozróżnić architektów wnętrz od architektów budynków. Z tymi pierwszymi nie miałam styczności. Z drugim – owszem. Mój projekt był nasycony tak wieloma błędami konstrukcyjnymi, że pewnym momencie groziłaby nam katastrofa budowlana.Na szczęście mąż pracuje na podobnych programach, w zupełnie innej branży, i umie czytać projekty i projektować również. Uważam, że za tak duży niestandardowy projekt jak nasz zapłaciliśmy słusznie słoną cenę, ale dziś wiem,że gdybyśmy wychwycili błędy wcześniej to nie zapłacilibyśmy pełnej kwoty. Pani w urzędzie powiatowym powiedziała: ‘niech się państwo nie denerwują, bywają gorsi’. Ręce opadają. Najgorsze jest to, że ów pan nie poczuwał się do przyznania nam racji, szedł w zaparte że jest dobrze.

  • Czasem nienawidzę swojej pracy i mam wrażenie, że klienci traktują architektów jak zło konieczne – bo przecież ktoś musi to narysować, a sami najlepiej by sobie wszystko zaprojektowali…..Jak to w Polsce – każdy jest ekspertem w każdej dziedzinie.

  • No, genialne!
    Z życia wzięte. Wszystko! Tak właśnie wygląda współpraca z upierdliwym Inwestorem z gatunku “jestem panem i władcą”.
    Czasami zdarzają się i tacy,gdzie wykonujesz projekt koncepcyjny, robisz objazdówkę po salonach, wybieracie wyposażenie, płytki… I cisza… Więcej się nie odzywają. Aż w końcu się dodzwaniasz i słyszysz, że przecież to była tylko koncepcja. A kasa? Ale za co? Przecież projekt nie został wykonany. I tracę wiarę w Inwestora idealnego.
    Albo taki, któremu się tłumaczy na czym polega procedura pozwolenia na budowę, robi się projekt PB, a ten nagle się budzi i pyta dlaczego tak długo? Po co rzeczoznawcy itd… Cycki opadają…

  • I tak najgorsza to jest praca w urzędzie z urzędnikami… Nie dlatego że sami urzędnicy są źli, chociaż często bywa, że nie pomagają, nie szukają rozwiązań (chyba że chcą, albo ktoś z góry im przykaże, bo jest ważny inwestor-wtedy wszystko jest możliwe i projekt przechodzi gładko), ale głównie dlatego że przepisy są fatalne. Są niejasne, każdy urząd ma swoje wymagania inne, ba każdy urzędnik ma inne, trzeba zrobić mnóstwo bezsensownych uzgodnień, analiz, które nikomu do niczego nie są potrzebne a tylko zjadają czas. Można by zrobić jeszcze podobny zestaw stwierdzeń czego urzędnik nie powinien mówić architektowi np. “Trzeba zrobić drobną poprawkę, w sumie to nieistotne, ale musi pan przyjechać na drugi koniec miasta, stracić pół dnia”, albo “ja nie wiem czy tak można zrobić czy nie, urząd nie udziela takich informacji, pan jest projektantem powinien pan wiedzieć, dopiero jak pan zrobi cały projekt, poniesie jego koszty i złoży do urzędu to wtedy będę wiedzieć, wtedy to że pan jest projektantem nie będzie miało znaczenia, bo ja tu będę decydował i wtedy powiem panu, że projekt jest niezgodny z naszą interpretacją przepisów”

  • Ale podobne “kfiatki” zdarzają się nie tylko architektom ale nam grafikom także.
    Typu projekt do portfolio, czy za zdjęcia musimy płacić lub drukarnia zrobią nam identyczny projekt w cenie druku lub proszę w photoshopie wyjąc ciasto z foremki bo zapomnieliśmy to zrobić przed zdjęciem.
    Przeżywamy to wszyscy pracujący w szeroko pojętych usługach.

  • Szkoda ze tylko te kwiatki w relacjach z archtektami wnetrz ;-) na tych pozostalym bym chcial sie naumiec ;-) bo to co widze w niektorych projektach…. xD 1, 2, 3…. 10 jestem spokojny xD

  • Najlepsze jakie słyszałam to:
    – “Pani to świeżo po studiach, to powinna za darmo robić projekt, bo ja daje pani możliwość nabrania doświadczenia.”
    – “Zrealizujemy Pani projekt jak nam się spodoba, a Pani porobi sobie zdjęcia.”
    – “Poszukuje zespołu młodych ambitnych ludzi, którzy są pełni optymizmu i chcą dołączyć się wspólnie do tworzenia mojego przedsięwzięcia, daje możliwość zdobycia doświadczenia i list z referencjami”

  • Chyba napiszę “A…Symetria Umowy 2 czyli… kreatywność nie zna granic”. Pozdrawiam gorąco. A przy okazji te 10 punktów i wiele z komentarzy to PERŁY.

  • Architekt: Czasem trzeba wiele godzin poświęcić na to ,żeby dojść do wniosku, że lepiej ścianę zostawić pustą . (A to też kosztuje )

  • Taka historyjka:
    On, ona, dwoje dzieci, pies + niespodzianka. Dom, projekt wnętrz: wiatrołap, hall, kuchnia, jadalnia, salon, 3 sypialnie i 2 łazienki.
    On: Budujemy dom, bo już wszyscy znajomi mają, tylko nie my.
    Ona: Wcale nie chciałam tego domu, wystarczyłoby mi 3-pokojowe mieszkanie. No może 4, bo dzieci się nie znoszą i ciągle biją.
    On: Żona miała 2 lata na to by wybrać jaki chce mieć dom. W końcu się wkurzyłem i wziąłem projekt od znajomych, zapytałem co by w nim zmienili, zmieniłem sam i mam lepiej.
    Ja, chociaż w myślach: I ci znajomi nadal utrzymują z Wami kontakt?
    Ona: Chcemy, aby zaprojektowała nam Pani wnętrze całego domu: wiatrołap, hall, jedna duża przestrzeń: kuchnia, jadalnia i salon. Sypialnia z garderobą dla nas, pokój z garderobą dla dzieci i nasza wspólna duża łazienka z wanną z hydromasażem i prysznicem, też z hydromasażem. I tu pada: ale może w tym pokoju dziecięcym dałoby radę jakoś go podzielić na dwa osobne pokoje?
    Ja: Ale w sumie mają Państwo 3 sypialnie, to dzieci nie będą miały osobnych pokoi?
    Ona: No niestety, bo w trakcie budowy to nam trochę brakło i teściowa sprzedała swoje mieszkanie i nam dołożyła, w zamian za jeden pokój w naszym domu. I ten ostatni pokój i mała łazienka pod schodami będą dla niej.
    Tu przydałoby się zdjęcie tej łazienki. Komórka Harrego Pottera była większa. WC, maleńka umywalka i tekst: będziemy teściowej pozwalać myć się w naszej…
    Ja, również w myślach: ciekawe czy częściej niż raz w tygodniu?
    W sumie wyszło trochę ponad 120m kw, dom ok 15km od dużego miasta, uznałam, że 40zł za metr kw będzie rozsądną ceną (w moich rejonach) za kompleksowy projekt dość dużej przestrzeni. 4800zł + negocjacje, rabaty, ojojanie i wycmokanie, pomyślałam, że poniżej 4000zł nie zejdę.
    On: Pani chyba oszalała! Przecież ja bym musiał na Panią ponad 2 miesiące pracować. Nie no pewnie, ja też bym chciał zarabiać 4 tys w tydzień!
    Ja: W tydzień?
    On: No tak, bo za tydzień wchodzi ekipa i my się musimy do końca miesiąca wprowadzić, bo mama nie może już dłużej u ciotki mieszkać.
    Ja: Aha, to w takim razie to JA dziękuję za współpracę.
    Już mi się nie chciało tłumaczyć, że ZUS, że podatek, że nie tydzień.

  • Architekci wnętrz uważają się za wielkich znawców, a najbardziej zależy im na tym aby zaciągnąć do sklepu w którym mają prowizję i zrobić tam zakupy… Niestety taka jest prawda.

    • To twierdzenie ma tyle prawdy jak to ze wszyscy faceci chca zaciągnąć każda kobietę do lozka albo to ze wszystkie kobiety chca zaciągnąć każdego faceta przed ołtarz. Albo zna Pani bardzo kiepskich architektów albo nie zna ich Pani w ogole. Niestety taka jest prawda.

  • Projekt dużego domu rodzinnego na Mazurach, na wzgórzu, z pięknym widokiem na jezioro. Poprawki klienta: garaże koniecznie na parterze. Ależ, będzie wam mniej wygodnie, wkopanie się jest kosztowne, a teren ogromny – macie mnóstwo miejsca na dodatkowy budynek. Nie. Są więc garaże wkopane w ziemię, pod budynkiem. Jedziemy obejrzeć realizację, zrobić zdjęcia… coś tu nie gra. „Ach, nie chcieliśmy już cię fatygować, niczego nie zmienialiśmy w projekcie, po prostu obróciliśmy całość o 180 stopni… Acha. Teraz samochody mają fantastyczny widok na jezioro, a główny salon na pole i drogę! Niewiele później klient wyciągnął od nas zdjęcia, żeby dom sprzedać (przecież wam niepotrzebne, a własnych nie mam). Inny klient: Chcę postawić obok domu niedużą szopkę, może mi ją pan zaprojektuje? Proszę uprzejmie. Teraz nie mam funduszy, wystarczy mi wstępny szkic, jak by pan to widział… Powstał szkic. Fundusze się nie znalazły, klient zlecenie odwołał. Pół roku później przejeżdżamy przypadkiem, szopka stoi. Jakiś lokalny pan Stasio zrealizował ją, tanio wyszła, bo na podstawie darmowego szkicu…

  • Niewiele dodam od siebie, tekst jest genialny, wszyscy (projektanci/architekci) to znają z autopsji… Ta moneta ma niestety dwie strony i zawsze… obrywa niewinny. “Ten granat trzeba przyjąć”, ale też nie pełzać i nie kajać się, zachować godność i dumę, pokazać klasę. Niech Inwestor ma poczucie, że trafił pod właściwy adres. Niestety niejednokrotnie, musimy poprawiać projekty po kolegach/koleżankach z branży i rozpoczynamy pracę z inwestorem “po przejściach”… czyli łagodnie mówiąc – zniechęconym i poirytowanym. Do tego zderzenie z “ogólną opinią” o nas jeszcze z okresu PRL -u , jak to cudownie zarabiamy “za nic”, więc ten projekt możemy zrobić za friko. Niewiele osób rejestruje fakt, że dręczymy nasz mózg przez 8-16 godzin średnio, a czasami 24-48 godzin (bo doba jest za krótka a termin na przedwczoraj) przeskakując z tematu na temat. Tylko potem jest efekt “zejścia”, braku rejestrowania rzeczywistości lub “zdebilenia czasowego” – do pierwszej przespanej nocy. Ciekawe ilu negujących wytrzyma taki maraton? Ten fach trzeba kochać, bo wymaga wielu poświęceń, czasem nawet kosztem zdrowia czy rodziny… wiem coś o tym. Albo…, albo… Co zrobić z tymi, którzy psują nam opinię ? Idą na studia, bo rodzice tak każą, dla tytułu i estymy, zajmują miejsce pasjonatom, obijają się na wszelkie możliwe sposoby i szukają szybkiego zarobku, odwalając fuszerkę? Jeśli “lądują” w urzędach… to obie strony mają powód do narzekania. Przerobiłam kilku takich osobliwych przedstawicieli płci obojga, sugerując zmianę zawodu na łatwiejszy – o dziwo – niektórzy posłuchali, ale użytych słów tu nie zacytuję… to była zbyt “ciężka artyleria”. Druga strona to Inwestorzy, na “ciepłych posadkach”, z wymaganiami, którzy naoglądali się seriali typu “Moda na sukces” czy innych badziewi…i “brylują”.
    Architekt to wydatek, albo kogoś stać, albo nie. Albo kupuje się luksusowy samochód, albo rykszę…w zależności od zasobności portfela (są i marki pośrednie), ale im taniej, tym będzie gorzej. Chociaż w niektórych przypadkach to “drożej” też nie znaczy dużo lepiej… Proponuję zasadę “złotego środka” – sprawdza się minimum w 80%, te 20% to wyjątki, które z założenia i definicji, nie potwierdzają reguły.

  • A jest jakaś jedna profesja usługowa bez takich pytań/próśb ?
    Myślę, że jest to lista znienawidzonych zdań klientów a nie czego nie wolno mówić ;)

  • To tak z drugiej strony – inwestora…
    Właśnie skończyłam budować dom. Miałam przy tym moc przygód. Zdarzali się nieodpowiedzialni i niekompetentni wykonawcy (formułując to bardzo lakonicznie i bez wulgaryzmów). Pod koniec budowy ma się dość wszystkich i wszystkiego. Wyczerpane nerwy i budżet. I tu pojawia się drobna Pani Architekt, która wie wszystko najlepiej. Dla której kolory i wpadające przez okno słońce są najważniejsze i rządzi harmonia… Oraz pojedyncze wyraziste elementy. Cóż dziwić się, że wyczerpani nerwowo inwestorzy “wyżywają” się na tej biednej istocie? To z jednej strony ostatnie deska ratunku, a z drugiej ostatni gwóźdź do trumny, gdy mówi, że nie będzie tak, jak od początku sobie marzyliśmy, bo się nie da, do się nie zmieści, bo nie można mieć wszystkiego…

    Może to nie do końca z własnych doświadczeń – ja w ogóle zrezygnowałam ze wsparcia projektanta. Moje wnętrze jest takie, jak ja sobie marzyłam. Malowałam je przez wiele wieczorów – ołówkiem na kartce w kratkę… Nawet posunęłam się do wizualizacji kolorowanych kredkami (hahaha!). Ale chodziło o złapanie kontekstu. Przy mojej gromadce dzieci, to najbardziej wywarzone wnętrze nie będzie powalać harmonią z rozwalonymi zabawkami, powyciąganymi kocami i poduszkami świeżo po kolejnej wojnie. Oczywiście można zrobić śliczną przestrzeń dla dzieci, ale inaczej wygląda w projekcie – rozsypany jeden rodzaj kolców i dwie stylowe zabawki na półce), a czym innym jest rzeczywistość (ogrom chińskiego badziewa od ciotek, wujków, którego pociecha za nic nie pozwoli się pozbyć, ukochany batman bez ręki i miś, który widział zdecydowanie za wiele… – i to wszystko nie w pudłach, nie w bawialni, a w kuchni, jadalni, pod stołem, na kanapie…)

    Ale kocham mój dom, bo jest mój.
    I popełniłam kilka błędów przy projektowaniu (na razie wyłapałam 2), ale to moje błędy i nie mogę nazwać nikogo konowałem i nie mogę zadzwonić do tej miłej drobnej pani i wydrzeć się na nią, że wszystkie moje nieszczęścia to jej wina… Te samochodziki pod nogami, te obite kostki, te dywany, które nie chcą się same odkurzać i okna, które miały być takie piękne, a tu co chwilę krzyczą “umyj nas!”. Pozostaje pogodzić się z WŁASNYMI wyborami i decyzjami i iść dalej z uniesioną głową.

  • Boszzzz… słyszałem wszystko, czasem od jednego klienta… :) Te rzeczy sprawiają, że czasem odechciewa się być projektantem. Najgorsze jest to, że jak słyszę co najmniej 3-5 z tych rzeczy od jednego klienta to wychodzi g… a nie dobry projekt.

  • Heh. rozczytałem się odrobinę i widzę wiele analogii. Ale mam rodzynkę sprzed kilku lat, będąc głupim, początkującym, niedoświadczonym. Po kilku rozmowach zgodziłem się zaprojektować znajomym elewację. I ….. całkiem fajnie się rysowało, początkowa rozmowa też się układała, Zrobiłem trzy koncepcje i wybraliśmy jedną i przyszedł czas na……. no właśnie na cenę…. Ja zaproponowałem A, znajomy powiedział B, a wyszło na C….. cena przyznam niska, bo znajomy, bo początkujący itd itp powodów miałem wtedy wiele … ale moja logika i znajomości i pobłażanie cenowe skończyły się kiedy po tym wszystkim usłyszałem ” jesteś tani” … poczułem się jak kurtyzana pod latarnią na szlaku w skórzanym drogim outficie która robi dobrze za przysłowiową złotówkę. hmm… Jakaś ANALogia? :) pozdrawiam

  • ja ostatnio po 3 godzinnych wypocinach przedstawiania projektu, przechodząc przez pytania ,,w którą stronę będzie się zagnać firanka”, “czy moge mieć 5 krzeseł przy stole a nie 4 jak na projekcie ?” itp., usłyszałam, ” jednak na dzisiaj nie mam kasy wyśle jak dostane kredyt (czyli za okolo 3 tyg), bo przeciez wykanczam dom i nie mam ale zostaw nam ten proejekt to sie zastanowimy gdzie nałożyć poprawki… ” cięzko było utrzymać nerwy bo spotkanie bylo ustalone 2 tygodnie wcześniej, a kilka dni przed tą konfrontacją wysłałam sms z przypomnieniem o wyrówaniu do 80%… oczywiście projektu nie zostawiłam, mimo przekonań “znamy sie nie od dziś wiesz ze ci zapłace” i kasa, pomimo oczekiwania na kredyt i ogromnym wydatkom na budowę dom, znalazła się następnego dnia :)

  • Fajny blog, uśmiałem się czytając (szczerze):)))) i nie mało skorzystałem. Ale jako w_niedalekiej_przyszłości_klient prosilbym o artykuł o tym jak być dobrym klientem – czego od nas oczekujecie, podajcie jakieś pozytywne przykłady.

    pozdrawiam
    Podkan

  • Inwestor po usłyszeniu ceny na projekt fragmentu strefy dziennej – salon z kominkiem – zapytał czy cena jest z MATERIAŁEM??? (KOMINEK, OBUDOWA, WYKOŃCZENIE!)- Tak! – odpowiedziałam – …i z robocizną! :))))))))))))))))

  • Uwielbiam Pani błyskotliwe poczucie humoru. Jestem pośrednikiem w obrocie nieruchomościami. I to dobrym. Zdanie klientów o nas i sztuczki jakie stosują są podobne. Korzystają z naszych porad po czym pytają: A właściwie za co bierze Pani pieniądze? Odpowiedź : za pracę i doświadczenie. Czasami się zastanawiam czy chcieliby pracować za darmo. Nie zawsze płaci się za machanie łopatą. Czasami płaci się za wiedzę i swój święty spokój. Agata