Nadzór autorski- kiedy warto zapłacić za święty spokój?

Nadzór autorski- kiedy warto zapłacić za święty spokój?

Niedawno pisałam o tym jak szukać aby znaleźć architekta idealnego (więcej o tym TU KLIK). Dziś poruszę temat, o który coraz częściej pytają mnie klienci. Nadzór autorski, bo o nim mowa, nie jest jeszcze tak popularny jak sam projekt mieszkania, ale mam wrażenie że już niedługo stanie się jego integralną, obowiązkową częścią. Bo do myśli, że architekt wnętrz jest niezbędny już na etapie zakupu mieszkania, powoli zaczynamy się przyzwyczajać, a wielu inwestorów dostrzega w tym konkretną oszczędność czasu i pieniędzy. A to właśnie o czas i pieniądze rozchodzi się najbardziej. Kto bowiem posiada dziś ten luksus, aby samodzielnie remontować swoje mieszkanie, dbać o każdy element wykończenia, spędzić długie godziny w sklepach z wyposażeniem wnętrz, szukać wykonawców a następnie ich nadzorować? Z problemem chronicznego niedoczasu i braku chęci do zajmowania się to niewdzięczną ale nieodzowną częścią aranżacji swojego M, można poradzić sobie zamawiając wraz z projektem wnętrz nadzór autorski. Kiedy warto się na to zdecydować i ile kosztuje święty spokój? O tym poniżej.

Nadzór autorski- co oznacza i komu jest potrzebny?

Nadzór autorski w projektowaniu wnętrz nie jest regułą. Można zamówić sam projekt i po zaakceptowaniu ostatnich rysunków pożegnać się z architektem. Kompletna dokumentacja i zestawienie materiałów będzie wtedy zaczątkiem do realizacji mieszkania we własnym zakresie i swoimi siłami. Można jednak współpracę z architektem rozszerzyć o nadzór autorski, który sprowadza się do przejęcia przez projektanta wszystkich uzgodnień i obowiązków związanych z wykończeniem mieszkania. Remontując swoje pierwsze mieszkanie można nie mieć świadomości z jak wieloma czynnościami wiąże się doprowadzanie go do stanu używalności. I, że projekt choć niezbędny, jest zaledwie dobrym początkiem całego wyzwania. W tej sytuacji pomoc architekta w nadzorowaniu tych prac wydaje się niezastąpiona. Co więc można rzucić na jego barki zamawiając nadzór autorski?

  1. Całodzienne wędrówki po sklepach– są niezbędne jeśli zależy Ci na wyjątkowym, skrojonym na miarę projekcie. Staram się wszystkie materiały użyte we wnętrzu najpierw zobaczyć na żywo, obejrzeć je w różnym świetle, porównać z innymi, poszperać i wyszukać jakieś perełki. Ponadto wizyta w sklepie to zawsze świetna okazja, aby zaczerpnąć świeżych inspiracji, obejrzeć nowości, porozmawiać ze sprzedawcami. W IKEI, Leroy i sklepach z płytkami mogłabym spędzać każdą wolną chwilę, co jest o tyle dziwne, że galerie handlowe omijam szerokim łukiem instynktownie dodając gazu. No, ale każdy ma jakieś zboczenia. Jeśli od wycieczek między wannami a panelami, wolisz spokojne popołudnie nad jeziorem to dzięki nadzorowi autorskiemu już możesz chłodzić piwko. Wszelkie sprawy związane z wizytami w sklepie spoczną w tym czasie na architekcie. W czasie kilku miesięcy projektowania i realizacji, może być tego całkiem sporo. Brakujące płytki, konieczność domówienia uszczelki, dodatkowa puszka farby, niedziałający przycisk do wc, reklamacja porysowanych płytek, umawianie transportów, negocjowanie cen- to tylko niewielka część obowiązkowego planu działań w czasie remontu. Tylko w tej chwili przychodzi mi na myśl dziesięć przyjemniejszych rzeczy jakie można robić po pracy zamiast obierać kierunek na market budowlany.
  2. Ustalanie harmonogramu i kosztorysu- słowo klucz, które rządzi każdym projektem to “budżet”. Kasa, pieniądz, fundusze i próg bólu inwestora to jedna z najważniejszych wytycznych, które decydują o projekcie. Bez doświadczenia i wiedzy ciężko wskazać produkty, które mieszczą się w zasięgu naszego portfela. Z pomocą przychodzi architekt i szczegółowy kosztorys tworzony już na początku projektu. Z reguły jest tak, że zestawienie użytych w projekcie materiałów powstaje po zaakceptowaniu wszystkich wizualizacji, więc dopiero wtedy znany jest koszt realizacji. Zamawiając nadzór autorski architekt już od początku trzyma rękę na pulsie określając maksymalne ceny produktów, na które można sobie pozwolić. Dzięki temu ogranicza się ryzyko nadszarpnięcia finansów, a w razie odnalezienia świętego Graala wśród glazury, mamy pełną kontrolę nad pozabudżetowym szaleństwem. Wraz z kosztorysem ustalany jest harmonogram prac, czyli dokładna rozpiska “co, kiedy, kto”. Pozwala to z dużym wyprzedzeniem zaplanować następujące po sobie ekipy wykończeniowe, transporty czy ewentualną przeprowadzkę. Wiedząc (z pewnym buforem) ile powinny trwać poszczególne prace, można błyskawicznie zareagować kiedy ktoś zaczyna się ślimaczyć. Zadaniem architekta w czasie nadzoru autorskiego jest sprawdzanie czy wykonawcy pracują w ustalonym tempie i za pomocą kija i marchewki motywowanie do jak najszybszego finiszu.
  3. Poszukiwanie ekipy wykończeniowej- znalezienie fachowca, któremu z pełnym zaufaniem powierzy się dorobek swojego życia to niełatwe zadanie. I kiedy już się takiego znajdzie to dla pewności należałoby go adoptować, aby już nie uciekł. Ja na szczęście mam swoich “magików”, którzy dzielnie realizują moje projekty już od wielu lat i to chyba mój najbardziej zgodny związek. Fantastyczni ludzie, z którymi nie ma rzeczy niemożliwych i słów “nie da rady”. Praca w tak zgranej drużynie to czysta przyjemność. Dzięki temu inwestor ma zawsze pewność, że wykończenie jego mieszkania będzie przebiegać sprawnie i bez zawracania mu głowy drobiazgami, gdyż każdą wątpliwość rozstrzygamy między sobą informując go o podjętych działaniach. Ale remont mieszkania to nie tylko dobry glazurnik czy malarz to również parkieciarze, tapeciarze, stolarze, hydraulicy, elektrycy i cała rzesza innych fachowców, spod których rąk wychodzi wspólne dzieło. Dobry architekt ma swój sprawdzony team i odpowiedź na każde zapotrzebowanie inwestora. A gdyby jakieś zamówienie wykraczało poza standardowe rozwiązania to w ramach nadzoru autorskiego znajdzie wykonawcę, który podoła tej realizacji, ustali z nim warunki współpracy, zgra harmonogram i wynegocjuje konkurencyjną stawkę.
  4. Zamówienia i transporty- to nieodłączny element każdej realizacji. Setki elementów, tony materiałów, kilka niezależnych dostawców, kurierów i terminów- a to wszystko trzeba spiąć w czasie i budżecie. I najlepiej opanować sztukę teleportacji, aby być w tym samym czasie zarówno w pracy jak i w remontowanym mieszkaniu. Nadzór autorski szczęśliwie zwalnia z tego obowiązku. Możesz delektować się firmową kawą z ekspresu podczas gdy architekt ogarnia cały ten bałagan.
  5. Gorąca linia- zawsze wychodzę z założenia, że lepiej zapytać niż popełnić jakiś bolesny błąd. Dlatego nie złoszczę się, nie fukam i nie warczę kiedy któryś z wykonawców dzwoni podpytać o jakąś drobnostkę lub rozwiązanie egzystencjalnego problemu z układaniem płytek w tle. Taka moja rola. Ale wiem, że inwestorzy mają nieco zgoła inne obowiązki w ciągu dnia i odbieranie dwudziestego w ciągu godziny telefonu, a przy okazji wydzwanianie do hurtowni i kurierów, aby sprawdzić czy zamówione materiały już dojechały może być nieco uciążliwie. Szczególnie jeśli szef zaczyna łypać spod oka bo zamiast targetów słyszy parkiety. Dzięki nadzorowi autorskiemu ogranicza się ilość odebranych i wykonanych połączeń do minimum, zazwyczaj do jednego dziennie, aby zapytać co nowego w mieszkaniu.
  6. Efekt WOW!– wszyscy uwielbiamy programy z cyklu “metamorfozy i wnętrzarskie rewolucje”, gdzie nieco zrezygnowani i pogodzeni z mało designerskim mieszkaniem bohaterowie oddają swoje cztery kąty specjalistom od demolki. I kiedy po trzech dniach pyłu, kurzu i cudownego przyspieszenia prac, przekraczają próg swojego odmienionego lokum, cała Polska wstrzymuje oddech. A ja zaczynam płakać jak bóbr, bo zawsze mnie to cholernie wzrusza. I mimo, że przedstawione aranżacje pozostawiają czasem wiele do życzenia a tempo ich realizacji to dowód na nagięcie czasoprzestrzeni, to kto nie chciałby doświadczyć takiej niespodzianki. Co prawda rewolucja mieszkania w trzy dni to nabijanie widza w butelkę, ale nadzór autorski pozwala poczuć chociaż namiastkę tych emocji. Można zaplanować dłuższy urlop lub oddać się innym przyjemnościom, aby po kilku tygodniach przekroczyć próg mieszkania i poczuć się jak gwiazda TV. Łzy wzruszenia i pieśni pochwalne mile widziane.

nadzór autorski

Ile kosztuje i ile można na nim zaoszczędzić?

Nadzór autorski to ogromna oszczędność czasu i nerwów. Każdy kto ma za sobą remont (więcej o tym TU KLIK), może śmiało powiedzieć, że dotarł do granicy swojej cierpliwości i widział siebie w najgorszym wydaniu. Godziny spędzone w korkach między jednym a drugim sklepem, mozolne szukanie idealnych płytek i parkietu, podejmowanie niezliczonej ilości decyzji, które mają ogromny wpływ na wygląd przyszłego mieszkania, uzgadnianie szczegółów z wykonawcami, pilnowanie transportów, zamówień i budżetu- to codzienność przy wykańczaniu każdego wnętrza. Dobry architekt i świetna ekipa to jedno, ale bez nadzoru autorskiego większość z tych rzeczy spada na inwestora, który aby je załatwić musi poświęcać każdą wolną chwilę a także sporą część urlopu wypoczynkowego.

Nadzór autorski jest usługą dodatkowo płatną i wycenia się ją w zależności od wielkości i skomplikowania projektu oraz szacowanego czasu jego realizacji. Zazwyczaj dopłata mieści się w okolicach 50-70% wartości projektu, choć nie dotyczy to skrajnie małych i dużych projektów. W takim przypadku oblicza się to na zasadzie roboczogodzin lub ilości obowiązków. Ale tak jak w przypadku realnych oszczędności w przypadku zatrudnienia architekta (więcej o tym TU KLIK), tak wartość finansowa wynikająca z nadzoru autorskiego jest dużo wyższa niż wynagrodzenie. Wystarczy przeliczyć ile kosztuje nasz dzień pracy, aby zdać sobie sprawę jak wiele się zyskuje dzięki wsparciu architekta. Pomijając tak ważną i bezcenną rzecz jak święty spokój i dobry sen.

Moje sposoby na sprawny nadzór autorski.

Nie byłabym sobą, gdybym nie podzieliła się z wami moimi sprawdzonymi sposobami na udany i w miarę spokojny nadzór autorski. Oto co zrobić, żeby nie osiwieć w trzy tygodnie:

  1. Z każdego spotkania z inwestorem przygotowuje dokładną notatkę, uwzględniającą wszystkie ustalenia, nawet te pozornie małe i nieznaczące. To pozwala uniknąć rozczarowań zaczynających się od “Przecież mówiłam na spotkaniu, że …”.
  2. Kosztorys prac omawiam z wykonawcą zanim przekażę go do akceptacji inwestorowi. Mam wtedy pewność, że będzie on ostateczny i nie zmieni się po wykonanych pracach (kosztorys, nie inwestor).
  3. O wszystkich wpływających na kosztorys, wygląd i funkcjonalność zmianach informuje pisemnie (mailowo) i zlecam ich wykonanie po akceptacji klienta.
  4. Na samym początku prac zakładam, w którym momencie coś może pójść nie tak i przygotowuje sobie plan B. A czasem i C.
  5. Zanim zaproponuje konkretny produkt sprawdzam jego dostępność i czas oczekiwania. Jeśli termin zakończenia realizacji jest kluczowy rezygnuje z produktów na indywidualne zamówienie.
  6. Zamawiając produkty pytam o możliwości i zasady zwrotów oraz reklamacji. Tak dla świętego spokoju,
  7. Staram się jak najwięcej produktów kupować w jednym miejscu. To zaoszczędza czas, ułatwia transport i daje pole do negocjacji.
  8. Wszystkie faktury i gwarancje przechowuje w jednej teczce dedykowanej dla konkretnego mieszkania, którą na koniec przekazuje właścicielom.
  9. Pracuję z wykonawcami, którym znam, którym ufam i którym powierzyłabym swoje mieszkanie. Jeśli jest konieczność zatrudnienia nowych, niesprawdzonych wykonawców to najpierw robię wywiad wśród zaprzyjaźnionych architektów, oglądam ich inne realizacje i staram się zaufać instynktowi. Póki co mnie nie zawiódł.
  10. Do pracy wykorzystuje wszystkie ułatwiające komunikację narzędzia. Nie wyobrażam sobie już życia bez platformy cudo.co, o której szerzej pisałam TU KLIK. Jestem absolutnie przekonana, że gdyby nie ona to już dawno utonęłabym w tradycyjnych mailach. Kiedy prowadzi się blisko 8 projektów miesięcznie, a ilość drobiazgów o których należy pamiętać jest liczona w setkach to trzeba mieć łeb jak sklep, aby je wszystkie ogarnąć. Dzięki temu, że wszystkie ustalenia prowadzę w jednym miejscu, są one przypisane do konkretnych projektów, każdy z klientów ma swoje oddzielne, niezależne konto a do projektów mogę zajrzeć w każdej chwili bez przeszukiwania terabajtów danych, jestem spokojna, że wszystko co ważne nie zniknie w czeluściach skrzynki pocztowej. Moi klienci chwalą oprócz tego możliwość powrotu do naszych uzgodnień nawet po wielu miesiącach od zakończenia współpracy. Ta platforma to moje must have sprawnego nadzoru autorskiego.

W dzisiejszych zabieganych czasach nadzór autorski staje się pewnym standardem i ogromną wygodą. Ale to również realna oszczędność czasu i pieniędzy. Jeśli ktoś z Was ma za sobą urządzanie swojego mieszkania bez wsparcia architekta, to dajcie znać w komentarzu czy następnym razem zdecydowalibyście się na nadzór dla świętego spokoju :)

You may also like

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Bardzo ciekawy artykuł, odpowiedział na wiele moich pytań :) Piszesz, że robisz zakupy w imieniu klientów. Jak wygląda kwestia rozliczeń w takich sytuacjach? Bierzesz z góry zaliczkę od klientów? Bo zakładam, że w innej sytuacji skończyłabyś jako sponsor cudzego wyposażenia mieszkania. Mam nadzieję, że za mocno nie wnikam w jakieś drażliwe kwestie, ale po prostu jestem ciekawa ;)

    • Przygotowuję oferty i zamówienia i na ich podstawie płatności dokonują klienci w formie przelewów. Nie bawię się w pośrednictwo w tej kwestii bo wynika z tego wiele problemów.

  • Dziękuję Ci za wszystkie pomocne artykuły, jesteś prawdziwą skarbnicą wskazówek :))) Czy myślałaś może o stworzeniu posta na temat tych ostatnich etapów pracy projektanta (mam na myśli koordynację zamówień i prac wykończeniowych, np. jak to poprowadzić, czy tworzysz jakiś harmonogram, przykłady ile co powinno trwać, kiedy się zacząć, jak prowadzisz nadzór)? Ciężko znaleźć jakieś porady na ten temat, na studiach zupełnie się to nie pojawia, ekipy remontowe i inni architekci, też nie są zbyt pomocni, pozostaje tylko intuicyjne działanie…

  • Iza, a to nie jest przypadkiem tak, że opisany proces to zastępstwo inwestorskie? W moim rozumieniu i wszędzie gdzie w mojej okolicy temat padał zawsze tak było, nadzór to wizyty na budowie, a kupowanie, zamówienia i ich transporty to już zastępstwo inwestorskie. HMMM…

    • Faktycznie jest tak, że niektórzy nazywają to zastępstwem inwestorskim, nadzorem inwestorskim itp. Nie ma jednej, zdefiniowanej nomenklatury. Ja pod pojęciem nadzoru autorskiego zamieszczam cały szereg działań w zastępstwie inwestora. Uważam, że tylko w taki sposób jestem w stanie zrealizować projekt zgodnie ze swoim zamysłem.